czwartek, 19 października 2017

"Gwiazdka z nieba" - początek


PROLOG

Betlejemka – piękna stara chata, stojąca na rozległej polanie w samym sercu gór – w ten wigilijny wieczór była cicha i pusta. Tego właśnie potrzebował: ciszy. Pustkę przyniósł ze sobą w sercu…
Kilka minut wcześniej skończył czytać list, który wstrząsnął nim do głębi i roztrzaskał jego mały, w miarę uporządkowany wszechświat.
Narzucił na ramiona kurtkę i ruszył do drzwi schroniska, w którym dziewczęta szykowały wigilijną kolację.
– Wychodzisz? – Jedna z nich, pszenicznowłosa piękność, która przez cały dzień zerkała na niego spod firany długich rzęs, odezwała się w momencie, gdy otwierał drzwi.  – Masz dyżur?
Pokręcił głową. Dyżur jako ratownik TOPR zaczynał jutro z rana.
– Chcę pobyć sam ze sobą.
– Coś się stało? – zaniepokoiła się.
Ponownie zaprzeczył. Próbował uśmiechnąć się uspokajająco.
– Czasem tak mam: potrzebuję samotności.
Skinęła ze zrozumieniem głową. Ludzie gór są inni niż reszta świata, ale…
– Wrócisz na Wigilię? W ten jeden jedyny wieczór nikt nie powinien być sam…
– Nie wiem, kiedy wrócę. – Raz jeszcze posłał jej przepraszający uśmiech i dodał: – Nie czekajcie na mnie z wieczerzą.
Kiwnęła głową i już miała wrócić do koleżanek, gdy… zarzuciła mu ręce na szyję, ucałowała w szorstki policzek, wyszeptała: „Wszystkiego najlepszego, bądź szczęśliwy”, i już jej nie było.
Ten miły gest powinien rozkruszyć lód w jego sercu, a przynajmniej go stopić, ale list, który miął w dłoni wbitej w kieszeń, mroził je na powrót.
Wyszedł w mroźny wigilijny wieczór…

Do Betlejemki miał niedaleko. Widział stąd jasno oświetlone okna schroniska. Chwilę patrzył w nie, czując smutek i tęsknotę za życiem, które nigdy nie będzie już takie samo, po czym wszedł do środka.
Wciągnął do płuc miły, znajomy, zapach drewna. Włączył światło, bo zmierzch zapadał szybciej, niż można się było spodziewać. Znad szczytów gór wiatr pędził ciemne chmury.
W momencie, w którym zdejmował kurtkę i podchodził do kominka, by w nim rozpalić, pierwszy podmuch zamieci załomotał w okna.
„Dobrze, że to Wigilia” – pomyślał. „Szlaki są zamknięte. Góry nie odbiorą dziś daniny z życia”.

poniedziałek, 16 października 2017

Świąteczne wydanie "Leśnej Trylogii"...

... już w Empiku: http://www.empik.com/pakiet-lesna-trylogia-michalak-katarzyna,p1167250640,ksiazka-p
Bardzo ładne, w przezacnej cenie i w wersji rozszerzonej - z dodatkowym rozdziałem "Listy z Leśnej Polany". Uprzedzam, że nakład jest ograniczony, więc...
... więc nie chciałabym, żeby pod którąś choinką go zabrakło.

PS. Niesamowite, że kolejne Święta już blisko!


poniedziałek, 9 października 2017

"Gwiazdka" z Pocztą Polską

Kolejna dobra wiadomość! Poczta Polska zamówiła "Gwiazdeczkę" :). Moja najmłodsza 8 listopada trafi do 4 000 placówek pocztowych w calusieńkiej Polsce, idąc w ślady Leśnej Trylogii, która jako pierwsza tam trafiła. :) To naprawdę wspaniały prezent. Dla mnie i dla tych z Was, które mają daleko do księgarni.
A tutaj piękny plakat przygotowany specjalnie na tę okazję:


piątek, 6 października 2017

Jak to z "Gwiazdką" było...

Moja najmłodsza jest książką wyjątkową. Oczywiście o każdej "córeczce" mogłabym tak powiedzieć, bo każda dała mi coś szczególnego - od Poczekajki po Leśną Trylogię. Ale piszą "Gwiazdkę z nieba" przeżyłam coś fantastycznego, o czym chcę Wam opowiedzieć.
Przyznam, że miała to być spokojna opowieść. Rozumiecie: po nieprawdopodobnie emocjonalnej, bardzo mocnej Leśnej Trylogii, pomyślałam że przy książce na Święta sobie odpocznę. I tak było! Przez jakieś sześćdziesiąt stron...
Akcja toczyła się leniwie, bez większych wzruszeń, jak gawęda opowiadana przy ognisku. Było mi - piszącej tę książkę - tak właśnie: ciepło, trochę smutno, ale bezpiecznie. Miała to być opowieść o trojgu przyjaciół i dziewczynce. Nic nie zapowiadało burzy, dopóki... zupełnie niespodziewanie nie pojawił się ON. Black Heart. (Pokochacie go!) Miało go nie być! Naprawdę nie przewidywałam takich zwrotów akcji, ale cóż. Pojawił się którejś nocy na drodze głównej bohaterki i wywrócił mi powieść do góry nogami.
Musiałam zmienić imiona. I zawody. Musiałam wprowadzić innych bohaterów (których też miało nie być!). Musiałam dopisać parę fragmentów w środku i prolog (którego - jak wyżej - miało nie być ;). Na dodatek książkę przewidziałam jako skończoną opowieść, jednotomową, ale tak mi się akcja rozwinęła, że skończę ją dopiero w tomie drugim (albo trzecim...).
Ja to uwielbiam. Naprawdę! Kocham zaczynać powieść z jakimiś założeniami i kończyć ją zupełnie nieprzewidywalnie. :)) Ach ci moi bohaterowie, nigdy nie wiem, czym mnie zaskoczą.
Powieść dzięki nieproszonemu gościowi potoczyła się zupełnie inaczej. Nie jest już gawędą przy ognisku, a raczej próbą podpalenia lasu ;). Emocji w niej nie brakuje.
To nie jest nic zaskakującego, prawda? Czemu więc uważam "Gwiazdkę z nieba" za wyjątkową? Bo podczas pisania przydarzyło mi się coś szczególnego...
Pamiętam, że byłam tej nocy bardzo zmęczona. Niemal wyczerpana. Któraś noc spędzona przy laptopie. Od jakiegoś czasu tylko po 4 - 5 godzin snu dziennie. Oprócz pisania zajmowałam się normalnie dzieckiem i domem. Byłam ledwo żywa. Gdzieś przed świtem mój mózg się wyłączył. Dotarłam do jakiejś skomplikowanej sceny, ale stwierdziłam, że na dziś dosyć. Nic nie wymyślę. Położyłam się spać, zastanawiając się, jak ja rozwiążę to, co namieszali bohaterowie! Naprawdę nie miałam pomysłu.
I wtedy naszła mnie myśl: daj spokój, nie zastanawiaj się teraz nad tym. Jutro wstaniesz, siądziesz do laptopa i pozwolisz działać swojemu umysłowi i swojej wyobraźni. One sobie poradzą.
Tak właśnie się stało!
Nazajutrz ogarnęłam dziecko, ogarnęłam siebie, otworzyłam laptop, otworzyłam plik i słowa same spłynęły na klawiaturę, a potem na ekran...
Po raz pierwszy poczułam głębokie zaufanie do samej siebie. Od tego dnia wiem, że pomysły nigdy mi się nie skończą. Wspaniałe uczucie!
Wczoraj po raz ostatni czytałam "Gwiazdkę", wnosząc ostatnie poprawki i muszę Wam powiedzieć, że lubię tę opowieść i tych bohaterów. Mam nadzieję, że Wy też ich polubicie. I już nie mogę się doczekać, kiedy - po wymaganej przez BHP przerwie - siądę do "Promyczka słońca", czyli dalszych losów Nataniela, Mateusza, Marty i małej Emilki. No i tego, który tak namieszał.
Ciekawe jak potoczy się ta historia...