niedziela, 30 września 2012

Po-cze-kaj-ka!

Kurczę, dziewczyny, ile ja maili dostawałam z pytaniami gdzie można kupić Poczekajkę, kiedy będzie wznowienie Poczekajki, jak ją zdobyć, ukraść, wydrukować... Odpowiadałam: nie wiem, nie wiem, nie wiem, aż... do dzisiaj. Dziś mam dla Was dłuuugo (rok?) oczekiwaną wiadomość: pod koniec października (na stronie Wydawcy jest informacja, że 19. października i tak zostałam poinformowana) pojawi się z księgarniach nowa, śliczna Poczekajeczka. Sukienki nie ma już może zielonej, ale cieszmy się, że w ogóle ma!

Dodam, moje kochane, że na pewno będzie ją można kupić na Targach Książki w Krakowie (stoisko FKOlesiejuk), a potem z Poczekajką pod pachą przejść do stoiska Granice.pl (godz. 15) lub Naszej Księgarni (godz. 16:30) gdzie będę ja we własnej osobie (sobowtórów nie przewiduję) i Wam ją podpiszę.
Fajnie, no nie?

Być może równocześnie wyjdzie Zachcianek w nowej odsłonie, ale tutaj głowy nie dam. Okładkę jednak prezentuję.

Przymierzamy się z Wydawcą również do następnych tomów Kronik Ferrinu, ale że tutaj nie mam pewnych wieści, to nic już nie mówię...

Przypominam, że spotykam się z Wami już za parę dni, w sobotę w Łodzi!

No i jak Wam się podobają dzisiejsze wieści? :)


czwartek, 27 września 2012

Wieści i zapowiedzi oraz Wiśniowy Dworek - fragmencik

Cześć, dziewczyny! Siedzę sobie nad morzem, naszym pięknym, szaro-błękitnym morzem i piszę... Piszę "Mistrza", moją pierwszą powieść o zabarwieniu sensacyjno-erotycznym. Przyznam, że co skończę pikantną scenę, to się waham, czy oddawać tę książkę w Wasze ręce, bo... bo sceny są naprawdę namiętne i takiej Kejt jeszcze nie znałyście. Nie tyle mnie - bo przecież nie piszę o sobie - a moich bohaterek. To jedna z nich jest tak... hmm... bezpruderyjna i wyzwolona. Druga, nieśmiała i zagubiona, dopiero siebie odnajdzie. W ramionach niesamowitego faceta dodam. TUTAJ na nowoutworzonej stronie możecie podyskutować, czy lubicie, czy też nie lubicie czytać erotyki, a może do tej pory ich nie czytałyście, a macie chęci?

Ale nie o "Mistrzu" właściwie chciałam, bo do premiery jeszcze parę miesięcy, tymczasem nadchodzą Święta (rzekła Kasia widząc na kalendarzu wrzesień), a na Święta przygotowuję wraz z Wydawcą "Wiśniowy Dworek", który dzielnie niczym pasikonik wskakuje coraz wyżej na topkę Empiku TUTAJ. Lubię pasikoniki i lubię topki.

Lubię też "Wiśniowy Dworek", bo jest kwintesencją moich poprzednich powieści: dzieje się w kilku pięknych, rodzimych miejscach (i jednym egzotycznym, za to jakim!), opowiada od dwóch przesympatycznych dziewczynach i bardzo bardzo intrygującym mężczyźnie. Jestem ciekawa, jak przyjmiecie głównego bohatera "Wiśniowego Dworku", którego postać jest co najmniej kontrowersyjna. Jego też polubiłam i mam cichą nadzieję, że Wydawca zamiast innej zamówionej książki zgodzi się na tom II "Wiśniowego Dworku", bo bardzo chciałabym powrócić raz jeszcze do tych magicznych miejsc i tych bohaterów. Dodam, że "Wiśniowy Dworek" to zupełnie odrębna opowieść i nic (oprócz okładki w serii) nie łączy jej z Jagódkami, czy Poziomkami. Można zacząć serię do "Wiśniowego".

Przypominam, że do wygrania w konkursie na Top20 Recenzentek jest 20 egzemplarzy przepremierowych właśnie mojej najmłodszej, info i konkurs TUTAJ Zapraszam Was również na spotkanie autorskie do Empik - Manufaktura w Łodzi, które rozpocznie się w przyszłą sobotę, 6. października od godz. 17. Jest to jedna z nielicznych okazji, na której możemy się spotkać, bo ja nie należę do zbyt medialnych i udzielających się "spotkaniowo" autorek. Jestem totalnie zakręcona pisaniem...

Wracając do nadchodzącej premiery, żeby Wam umilić oczekiwania, mały fragment:

wtorek, 25 września 2012

Promujemy polską erotykę, czyli konkurs na...

Post niżej jest zapowiedź książki, którą mam obecnie "na tapecie". Możecie sobie poczytać skąd wziął się pomysł, jaka będzie konwencja książki (nie, to nie zlepek scen erotycznych, połączonych jakimś blebleble, przeciwnie, będzie szybka mocna akcja sensacyjna, przetykana scenami łóżkowymi - i nie tylko ;).

Dałyście mi zagwozdkę, niezawodne Czytelniczki: czy porównywać Mistrza do niesławnego Greya, czy też nie?

Czy hasło na okładce: Polska odpowiedź na Greya! przyniesie "Mistrzowi" więcej straty, czy korzyści? A jeśli wystrzegać się porównania, to jakim hasłem można by promować "Mistrza"?

Jesteście nieocenione w wymyślaniu takich rzeczy i ogólnie w niesieniu mi pomocy w przypadkach wahań i zagwozdek (tak, tak, to Wy postawiłyście na erotyk, to Wy z dwóch książek "czarnokocich" wybrałyście Bezdomną), bardzo więc proszę o Wasze hasła, tu w komentarzach pod postem, powiedzmy do końca września. Nagrodami będą książki "Mistrz" jeszcze ciepłe, wprost z drukarni, przedpremierowo, a wyboru hasła i przyznania nagród dokona zacny Wydawca.

Przypominam jednocześnie, że "Wiśniowy Dworek" można już kupić w przedsprzedaży na empik.com, w pięknej twardej oprawie akurat pod choinkę (premiera 28.listopada). Nie przeoczcie też konkursu na nowe Top20 Recenzentek! Przenoście najlepsze recenzje z zakładki "Kącik Recenzentek" do zakładki "Top20"!!


poniedziałek, 24 września 2012

Eeeee...erotyk czyli polska odpowiedź na "50 twarzy Greya"

Stało się! W styczniu wyjdzie nowa książka autorstwa Waszej Kejt, pod niewinnym tytułem "Mistrz", za to cała reszta będzie już mniej niewinna. A to było tak: parę miesięcy temu zadzwonił do mnie Wydawca (ten, z którym tak fajnie mi się pracowało przy "Nadziei") i mówi:

- Kasia, czytałaś Greya?
Na to ja: - A co to jest Grey?
- Super-hiper bestseller erotyczny, sprzedany w 40 milionach egzemplarzy. Właśnie wchodzi do Polski... - tu Olga-Wydawca zawiesza wieloznacznie głos.
- Eeee, sondujesz mnie, czy czytam tego typu literaturę? Otóż...
- Nie sonduję. Chcę, żebyś napisała polską odpowiedź na Greya.
- ?!?!?!
- Dasz radę, no nie? Przecież miałaś w swoich książkach kilka scen.
- No miałam! Ale nie uzbierałoby się ich na jedną pocztówkę erotyczną, a co dopiero książkę!
- Nie marudź. Przeczytaj Greya, poćwicz, pooglądaj i napisz naszą odpowiedź. Termin masz krótki, bo książka musi wyjść w styczniu.
- W styczniu? To chyba styczniu 2015 roku, bo mam wtedy "okienko".
- W najbliższym styczniu. 2013. Dasz radę. To cześć, wracam pod gruszę (bo to były wakacje).
- Ale Olga! "Wiśniowy Dworek"...! i "Lidka"... I "Miasto..." - rozłączyło nas, telefon stracił zasięg.
A mi... mi bardzo się ten pomysł spodobał. Gapiłam się długie chwili w ekran laptopa, a wyraz twarzy miałam jak kot na widok ślicznej, niewinnej myszki, którą zaraz się rozkosznie pobawi.
Wyciągnęła powieść, którą pisałam "do szuflady" parę lat temu, gdzieś między Poczekajką" a "Wojną o Ferrin" - w tej powieści bez tytułu zaszalałam właśnie nie tylko erotycznie, ale i sensacyjnie - i teraz nadszedł jej czas. Czas "Mistrza".

Dziewczyny, to będzie mocno erotyzująca powieść sensacyjna, tylko dla dorosłych! (sorry, moje kochane, nastoletnie Czytelniczki), którą na pewno Was zaskoczę: że taka kochana niewinna Kasia od "Poziomek" i "Sklepików" potrafi TAK pisać.
Otóż potrafię, bo równie swobodnie opisuję sceny zabójstw, tortur, czy gwałtów, jak sceny erotyczne. Ja jestem tylko dodatkiem do klawiatury - nie są to moje projekcje, marzenia, czy doświadczenia - pamiętajcie o tym: moi bohaterowie, to nie ja!
To że piszę o  mordercy i nimfomance nie znaczy, że jestem morderczynią, czy nimfomanką - podkreślam ten fakt, bo na pewno odbędzie się polemika ile Tej Michalak jest w "Mistrzu". 

Na koniec zdradzę Wam, że mam ogromną radochę pisząc mój erotyk. Dawno tak dobrze się nie bawiłam i tak swobodnie nie pisałam... Dochodzę do jakiejś odlotowej sceny i zwykle kombinowałabym jak by ją tu ominąć, albo ułagodzić, teraz - z racji tematyki - idę na całość. Ale staram się zachować dobry smak i nie wulgaryzować treści! Jak mi to wyszło, dowiecie się już w styczniu.

Na zachętę okładeczka, dzieła niezastąpionej Graficzki (nie wiem, czy mogę zdradzić któż to jest) - która to okładeczka ma się kojarzyć! Oraz fragmencik książki z tejże okładeczki:

***


Balansowała na czubkach palców, z rękami związanymi czarną jedwabną taśmą wysoko nad głową. Włosy, szczotkowane parę chwil wcześniej dotąd, aż zalśniły jak płynne złoto, spływały po nagich ramionach aż do talii. Wyciągnięte ręce bolały, ale nie był to ból nieznośny, On nie pozwoliłby, aby cierpiała. Bardziej bolało oczekiwanie i niepewność: przyjdzie, czy nie przyjdzie?
Drzwi za jej plecami skrzypnęły cicho, na miękkim dywanie rozległy się stłumione kroki, do rozwartych nozdrzy doleciał zapach czarnookiego mężczyzny – jedyny w swoim rodzaju – który sprawił, że wnętrze skręcił bolesny skurcz, a między nogami poczuła liźnięcie ognia. I zdradliwą wilgoć. Ledwie pojawił się w pokoju, a ona już go pragnęła… Opaska, również z czarnego jedwabiu, która kneblowała jej usta, stłumiła jęk.
Stanął tuż za nią. Odgarnął palącą dłonią włosy z jej karku i pocałował gładką skórę tuż nad obojczykiem. Drugą dłonią zagarnął jej pierś. Zakwiliła, czując jak nogi uginają się pod nią, a podbrzusze zaczyna płonąć dzikim pożądaniem.
Obszedł brankę niespiesznie, stając przed nią i mierząc uważnym spojrzeniem czarnych oczu. Był kompletnie ubrany. W czerń, od stóp do głów.
Rozsunął stopą jej nogi, a ona wstrzymała oddech, wiedząc, co stanie się za chwilę. Zacisnęła powieki, zacisnęła zęby.
On wbił dwa palce w jej wilgotną, gorącą płeć i rzekł niskim, miękkim jak aksamit głosem:
- Jesteś gotowa.

Obudził ją własny jęk. Całe ciało drżało z szoku. Zęby szczękały jak w febrze. Próbowała unieść pękającą z bólu głowę, ale opadła bezwładnie na skórzane siedzenie samochodu.
- Leż spokojnie – usłyszała głos mężczyzny ze snu i mimowolnie zacisnęła uda.
Nie! Nie rób mi tego! Odejdź! Błagam, nie rób mi krzywdy! – chciała wykrzyczeć, ale nie mogła wydobyć głosu.
Mężczyzna pochylił się ku niej, dotknął zimnego od potu czoła dziewczyny, zajrzał w przerażone oczy i zacisnął palce na jej nadgarstku, mierząc puls, ale Sonia, nadal w ponarkotykowym szoku, zrozumiała to inaczej.
Po policzku spłynęła łza. On ją teraz… on ją…
- Proszę… - zdobyła się wreszcie na szept. – Proszę nie robić mi krzywdy…
Uniósł brwi i zrozumiawszy, czego ona się obawia, pokręcił głową, po czym cofnął się na swoje siedzenie i zapatrzył w mrok za oknem.
Spróbowała usiąść prosto i po kilku próbach, na które on nie zwrócił uwagi, w końcu jej się to udało. Marna to była pociecha, ale mimo wszystko w pozycji pionowej poczuła się lepiej.
Autem zakołysało. Zjeżdżali z asfaltu w polną drogę, by po chwili zagłębić się w las. Sonia po raz kolejny tej nocy zesztywniała z przerażenia.
- Czy pan mnie… - Pytanie nie chciało przejść przez zaciśnięte gardło. - Czy pan mnie zabije? – wykrztusiła wreszcie.
On spojrzał na nią obojętnie.
- Nie jestem mordercą – rzucił, po czym dodał: - Zazwyczaj nie. 

 ***
Na koniec uwaga wewnętrzna: zastanawiałam się przez dłuższy czas, czy nie napisać tej książki, otwierającej zresztą serię dobrych polskich erotyków, pisanych przez dobre polskie pisarki, pod pseudonimem, bo wiecie, to trochę wstyd, że będziecie czytać TAKĄ Michalak i w ogóle, i rodzina też będzie czytać i dziwić się, co też w tej niewinnej główce się kluje, ale pewnego dnia stwierdziłam: jeśli wstydzę się tego, co piszę, nie powinnam pisać. Koniec. Kropka. A że w tym przypadku treść jest bardzo okej, bo interesującej akcji i mocnej fabuły macie do upojenia, to na prawdę nie ma się czego wstydzić. W razie czego spinajcie "momenty" spinaczami, żeby latorośle nie podczytywały. :D:D Koniec końców "Mistrz" ukaże się pod moim szyldem.

No, moje miłe, powiedziałam, co chciałam powiedzieć, a teraz Wy! 
Wypowiedzcie się, kochane, co o tym wszystkim sądzicie...

PS. Greya z racji wykonywanego zawodu p r ó b o w a ł a m przeczytać, naprawdę się starałam i... rzekłam do siebie po którejś próbie: Kasiu, napisz ty jednak swego Mistrza...

poniedziałek, 17 września 2012

"Wiśniowy Dworek" w przedsprzedaży oraz konkurs: Top20 Recenzentek!

Zapowiedź:  W Wiśniowym Dworku, gdzieś pod litewską granicą mieszka Danusia. Jest nauczycielką w wiejskiej szkole i nie wyobraża sobie życia w wielkim mieście, pełnym spieszących się ludzi.
Na warszawskim Mokotowie, niedaleko parku Morskie Oko, mieszka Danka. Jest przebojową biznesmenką w międzynarodowej korporacji i nie wyobraża sobie życia na wsi, gdzie życie toczy się powoli, a jego rytm wyznacza przyroda. Te dwie kobiety pozornie dzieli wszystko, ale łączy jedna tajemnica. I jeszcze ktoś. Mężczyzna, który przybył z przeszłości, by odebrać to, co do niego należy...


Czekałyście, moje drogie Czytelniczki, na tę chwilę, czy nie? Wyznajcie szczerze? Ja czekałam. Zawsze czekam na chwilę, gdy mogę ogłosić, że najmłodsza jest już do kupienia - O TUTAJ . Jest to uczucie trudne do opisania: radość, nadzieja, oczekiwanie, satysfakcja...

"Wiśniowy Dworek" opowiada o dwóch dziewczynach - Dance i Danusi - oraz pewnym mężczyźnie, z którym łączy je tajemnica. Jaka? O tym już w listopadzie. Dokładnie 28. listopada w dniu premiery, gdy weźmiecie książkę do ręki, by tę tajemnicę odkryć.

A może już wcześniej? Bo oto ogłaszam Wielki Konkurs Recenzjowy, którego dwadzieścia zwyciężczyń otrzyma dwadzieścia "Wiśniowych Dworków" jeszcze przed premierą.

Co trzeba zrobić, by dostać się do nowego Top20 Recenzentek? TUTAJ należy wkleić link do jednej recenzji którejś z moich książek wydanych w roku 2011 lub 2012. Czyli może to być: "Lato w Jagódce", "Powrót do Poziomki", "Sekretnik", "Sklepik z Niespodzianką. Bogusia", "Sklepik z Niespodzianką. Adela" lub "Nadzieja". Uwaga: recenzja konkursowa może być tylko jedna. Waszym zdaniem najlepsza. Nie musi spełniać wszystkich wymogów na recenzję idealną, ja lubię, jak piszecie sercem!
Zgłoszenia przyjmuję do dnia 15. listopada. W tym dniu jury wybierze dwadzieścia najlepszych lub najbardziej poruszających recenzji, a ich autorki utworzą nowe zacne Top20.

No. Zasady są chyba jasne. "Wiśniowy Dworek" niedługo zacznie się zielenić na półkach, również Waszych/naszych. Otwieram dla potrzeb Top20 nową zakładkę tam na górze, a Wy powiedzcie: czego się po tej książce spodziewacie?

No i wklejajcie TUTAJ I TYLKO TUTAJ linki z konkursowymi recenzjami!!

Dopowiadam: recenzja może być napisana do tej pory lub dopiero powstać, byle do 15. listopada. I nie musi być na blogu książkowym, inne portale i inne blogi też się liczą!

niedziela, 16 września 2012

Dobre po polskie

Heloł, to ja, Wasza Kejt! (jak się można tego spodziewać)

Dziś mam lepszy humor, niż wczoraj. Wczoraj był "czas apokalipsy". Ech... Rozumiem, że w życiu jest raz lepiej, raz gorzej, ale żeby tak wszystko na raz? Mimo niezbyt miłych wieści (dotyczących jednej z oczekiwanych przez Was książek, dodam, że bardzo oczekiwanej), do wieczora się pozbierałam i spokojnie wniosłam pierwsze poprawki do Lidki. Wzruszając się przy tym, bo koniec tej powieści (i jednocześnie koniec serii) normalnie jest... no, łzogenny. Bardzo związałam się z bohaterkami "Sklepiku", najbardziej właśnie z Lidką, a przy okazji z pewnym facetem, który w tomie III pojawia się i od razu zdobywa serce jednej z bohaterek oraz moje.
Mam nadzieję, że czujecie się zachęcone. ;)

Ale wracając do ad remu (wiem, wiem, że pisze się wracając ad rem, ale ja tak lubię): jak wiecie jestem nie tylko patriotką lokalną (czytaj: Poziomkową) ale i w ogóle patriotką i jeśli mam wybór, kupuję polskie produkty, polskie warzywa i owoce, polskie sery, wędliny... Ze sprzętem jest gorzej, bo rodzimego już prawie nie ma, a jeśli się trafia to "składany w Chinach".
Chcę Wam dzisiaj polecić perełkę.
Jest taka firma Joanna, która wiele lat temu wypuściła na rynek coś zdumiewająco fantastycznego:


Gdy zażyłam kąpieli w kawie ze śmietanką byłam skłonna skosztować własne ramię, tak pięknie pachniało i było tak cudnie gładziutkie. Hmm... nieco egzaltowanie to brzmi, ale produkty tej firmy są na prawdę znakomite. Polecam, polecam, polecam. Dodam, że polecam bezinteresownie i nie jestem na garnuszku tej firmy. Mam nadzieję, że nie wchłonie naszej polskiej Joanny żaden międzynarodowy moloch, bo będzie po Joannie.

Dziś (jak niemal codzień) byłam tutaj:


Nad moim ukochanym Liwcem. Bimbuś spał w samochodzie, a ja sobie siedziałam, gapiąc się w leniwie płynącą wodę. Obok kąpały się sójki, po przeciwnej stronie buszowały dzięcioły czarne, po nogach niemalże przebiegały mi piżmaki, a ja byłam szczęśliwa.
Może być na prawdę kiepsko i źle, ale wystarczy, że pojadę nad tę rzekę, gdzieś gdzie nie ma ludzi, przysiądę na parę chwil i... spływa na mnie ukojenie. Dobrze mieć takie miejsce... azyl dla duszy... Polecam again.

Na koniec przyznam się Wam, że sprofanowałam sernik królewski, na który skomplikowany przepis znajdziecie w Bogusi, a tu zaraz podam przepis prosty jak... no nie wiem co. Bardzo prosty. Nawet te z Was, które potrafią przypalić nawet wodę na herbatę, dadzą mu radę.

(kurczę, nie mam zdjęcia)

Oto przepis:

Do dużej miski wrzuć 12 jajek (bez skorupek ofkors), kostkę miękkiego masła (może być ostrołęckie), 2 szklanki cukru, kilogram białego półtłustego sera (kup już zmielony, będzie prościej), dwie łyżki mąki ziemniaczanej i jeden budyń (waniliowy albo śmietankowy). To wszystko porządnie zmiksuj (grudkami masła się nie przejmując), wylej do formy (dużej płaskiej), wstaw do nagrzanego do 170 stopni piekarnika i piecz, aż się dobrze zarumieni. Nie wyjmuj z piekarnika aż nieco ostygnie, choć i tak opadnie.

Kurczę, sernik wygląda nieszczególnie, bo zawsze wychodzi mi płaski jak omlet (chyba za dużą formę biorę), ale smakuje bosko. Te 12 jajek i 2 szklanki cukru na kilogram sera wydaje się być nieco dużo (ja już próbowałam z 10 jajkami i 1 3/4 szkl. cukru i też było okej), ale tak stoi w przepisie.
Jeśli lubisz, dodaj rodzynki i jakiś zapach. Ja nie lubię.

Dla zachęty dodam jeszcze, że robi wrażenie na gościach (smakiem, bo nie wyglądem) i da się go przygotować nawet w towarzystwie ruchliwego niemowlaka, o ile niemowlak nie przestraszy się miksera.

Teraz oddaję głos Wam. Polećcie jakieś "dobre bo polskie".

PS. Patrzę na daty spotkań autorskich. "Październik" śmiesznie nazywa się ten miesiąc, no nie? "Czerwiec" też nie lepiej. Albo "styczeń", że niby stykamy się ciałami jak najmocniej, bo zimno? :)

piątek, 14 września 2012

Wydawać? Nie wydawać? Oraz konkurs "Mój wymarzony domek".

Ten wpisik traktować będzie o trzech książkach: Sekretniku, Grze o Ferrin i... Nadziei. Dwie pierwsze to swoiste kuriozum w mojej karierze pisarskiej, bo zbierają opinie skrajne: są oceniane albo bardzo dobrze, albo bardzo źle.
Przyznam się Wam bez bicia, iż w obu przypadkach długo wahałam się, czy wypuścić je w szeroki świat, czy też trzymać w szufladzie i obdarowywać nimi jedynie przyjaciół, rodzinę, zaprzyjaźnione Czytelniczki. Bo miałam świadomość, że książki te mogą być kontrowersyjne. Nie, nie ze względu na treść, bo przecież to normalne książki - jedna to "dramat psychologiczny ubrany w długą suknię" (bo Ferrinu nie zaliczyłabym do "normalnego" fantasy), a druga to poradnik, napisany "z jajem", ale przecież poradnik, co więc może być w nich takiego, że wywołują skrajne emocje? Autorka. Czyli ja.
Bo gdyby Grę napisał pisarz fantasy, a poradnik Kasia Cichopek, zostałoby to przyjęte ze zrozumieniem ;), ale że Was przyzwyczaiłam do książek zupełnie innego rodzaju, czytacie Grę, czytacie Sekretnik i... konsternacja! To NIE JEST Poczekajka ani Poziomka, że o Sklepiku nie wspomnieć!
Ano nie jest.
I całe szczęście, bo ja na prawdę lubię różnorodność i nie tyle nie umiem, co nie chcę pisać samych obyczajówek. Musicie przywyknąć, że Ta Michalak pisze różne książki: od powieści obyczajowych, poprzez historyczne, sagi rodzinne, poradnik, na fantasy kończąc. Przywykajcie, okej? Bo w następnym roku zaskoczę Was nie raz.
Do ad remu: dlaczego zdecydowałam się wydać Grę i Sekretnik, wiedząc, że części z Was się narażę?
Bo tak trzeba.
Obie książki niosą pewne przesłanie. Obie zmieniły niejedno życie (i nie są to czcze przechwałki, mam dowody w postaci niezwykłych maili), gdybym ich nie wydała, pozbawiłabym niektóre z Was ważnych przeżyć.
Nie mogę więc słuchać moich Czytelniczek bezkrytycznie, mówię o tych, co radzą: "Kasiu, zajmij ty się lepiej obyczajówkami, fantasy zostaw fantastom", albo "Kasiu, niech scenariusze piszą scenarzyści, ty pisz książki", bo ja nie chcę i nie mogę stać w miejscu, muszę się rozwijać, muszę szukać nowych ścieżek i nowych doznań literackich.
Rozumiecie to, prawda?
Liczę się z Waszym zdaniem, szanuję Was i lubię, ale... mam też własne zdanie i po prostu muszę być wierna sobie!

Na koniec kilka słów o "Nadziei": gdybym posłuchała krytykujących Ferrin i Sekretnik, nie wydałabym Nadziei.
Pisząc ją - tak różną od dotychczasowych powieści - bałam się Waszej reakcji. Czy będziecie chciały czytać o takim dramacie? Czy "wybaczycie" mi książkę, w której nie ma ani odrobiny uśmiechu, radości, humoru? W "Zmyślonej", najbardziej dramatycznej powieści do tej pory, były przynajmniej dzieciaki, których teksty ratowały nas (mnie też, bo ja również przeżywam to, co piszę) przed depresją czytelniczo-pisarską, a w Nadziei? Co jest tym promykiem słońca? Ostatnia strona?!

Na szczęście uodporniona przez krytykujących tamte dwie uznałam, że Nadzieję również muszę puścić w świat, bo może przez część zostanie zmiażdżona, ale komuś innemu w jakiś sposób pomoże.
I tak oto pewnego czerwcowego dnia nasza "śliwka w czekoladzie" trafiła do księgarń, potem do Waszych rąk i została obwołana moją najlepszą powieścią ze wszystkich dotychczasowych.
Do napisania tych paru słów zainspirowała mnie recenzja Gry na jednym z blogów oraz... krótki wpis na lubimyczytac Maryszki (kobieto, ujawnij się, bo chcę Ci wysłać książkę z dedykacją!), pozwolę go sobie zacytować, bo mnie rozbroił (wpis dotyczy Sekretnika): "Zmieniam swoją notkę z prostego powodu. Żadna książka nie była tyle razy rzucana przeze mnie, hen daleko! Zawody można było zorganizować pt. "rzut książką", kategorie: przez pokój, o podłogę, o ścianę, o biurko, a nawet raz zdarzyło się o pralkę (proszę nie pytać mnie w jakich to okolicznościach).
Pani Kasia nie przebiera w słowach, nie słodzi, nie mówi półprawdy, nie głaszcze po głowie. Przede wszystkim każe działać. Nie robisz tego? To sobie daruj czytanie. I choć byłam na nią wściekła czasami, to już dziś zauważam pewne różnice. Ale działać trzeba cały czas, nie ma lekko!
I pamiętajcie o kajeciku! To bardzo ważne! Koniecznie czerwony!" (i ocena 8/10).

I jak tu można było chować taką książkę dla siebie?

Na koniec mały konkursik, w którym do wygrania będzie pięć "Nadziei" (bo mój ulubiony Wydawca zrobił dodruk i śle mi książki w nowszej szacie graficznej, z nieścierającą się pozłotką i zapowiedzią Bezdomnej zamiast Zabajki). Trochę nawiązywać będzie do konkursu "Każdy ma swoją Nadzieję", ale będzie nieco inny. Otóż... przysyłacie, moje kochane, zdjęcia Waszych wymarzonych domków! Albo już te domki macie, albo dopiero mieć będziecie, a ja chciałabym zobaczyć, o czym marzycie. Tutaj, pod tym postem będę wklejać zdjęcia wraz z opisami, które prześlecie mi mailem. Mogą w tym konkursie brać udział domki, które prezentowałyście w poprzednim!
(Muszę Wam powiedzieć, że o wymarzonych domkach to ja mogę non stop).
Zdjęcia domków, dworków, pałaców i hacjend możecie przysyłać do końca września.

Domek AiryArt:

Witam Pani Kasiu,
postanowiłam wziąć udział w konkursie, choć jak już napisałam na Pani blogu mój wymarzony DOMEK, pewnie wypadnie bardzo blado na tle innych marzeń :) Ale kiedy Go zobaczyłam po prostu mnie zauroczył i taki właśnie mi się podoba, taki jaki jest, skromny i sielski, w cudnej, zapomnianej przez wielki świat okolicy. Zresztą to przecież moje marzenie, prawda?! :)


(Bardzo urokliwe miejsce, lubię takie klimaty!)



Domek Karoliny:

Mój wymarzony domek!Cały czas mam nadzieję,że go zdobędę!


Domek Ani BZ

Kiedyś tam w drodze na Trzy Korony wypatrzyłam dom i tak sobie marzę, by kiedyś w takim zamieszkać. Kawałek ziemi pod lasem już mamy, teraz czekamy, aż nam taki dom wyrośnie. Tylko nasion w sklepach z takimi domami nie ma.
(Góry w tle... piękna sprawa!)

Domek Vilene:

Witaj Kasiu.
Zdjęcie, które Ci przysyłam zostało zrobione w Krynicy - Zdroju, w lipcu dwa lata temu. Uwielbiam góry, Krynica mnie po prostu oczarowała. Te domeczki ze zdjęcia również. Żałuję bardzo, że w tym roku nie mogłam odwiedzić tego miejsca, ale jednocześnie mam szczerzą nadzieję zamieszkać tam kiedyś. Bo to właśnie TAM jest moja Nadzieja.


Domek Angie:

Marzy mi się taki domek w Kanadzie... bo ten kraj pokochałam od pierwszego wejrzenia! Chcę, żeby znajdował się z dala od miejskiego zgiełku, ale jednocześnie w jego pobliżu - abym miała blisko do sklepów, bibliotek i księgarni. (...)

(O kurczę, magiczne miejsce!)

Domek Alison:
  
Domek, który już wiele lat temu skradł moje serce, znajduje się w niewielkiej francuskiej wiosce Ameugny. Właśnie to miejsce wybrała sobie para artystów, by stworzyć królestwo elfów. On maluje niesamowite obrazy, ona tworzy fantazyjne figurki. Kilka razy w tygodniu, otwierają drzwi swojego domu, tak by każdy mógł zobaczyć te cudeńka. Wnętrze robi niesamowite wrażenie. Ze ścian spoglądają fantazyjne postacie i zwierzęta (ja najbardziej ukochałam sobie jednorożce). Na półkach królują elfy - zarówno małe, zabawne dzieciaki jak i piękne dostojne kobiety i mężczyźni. Wnętrze jest naprawdę niewielkie i można odnieść wrażenie że lada chwila któryś elf dotknie naszej ręki, może nawet wskoczy do kieszeni by odbyć nową fascynującą podróż... Wokół domu roztacza się wielki ogród - kraina fantastycznych stworów. Tutaj, między krzakami łatwo odkryć ukrywające się elfy. Ba, niektóre nawet nie zamierzają się chować. Oprócz nich można zobaczyć całą masę innych, niesamowitych stworów. Krainy pilnują smoki, zadomowiły się tutaj również koty w butach... Nie wiem, czy to miejsce kiedykolwiek stanie się moją własnością, póki co postanowiłam zabrać do własnego domu dwóch jego mieszkańców. Chyba godzinę chodziłam między półkami wybierając właściwych domowników, bo jak sama artystka mi powiedziała, trzeba rozważnie wybierać - każdy ma duszę, każdy jest inny. Od lat spoglądają na mnie z półki a ja utwierdzam się w przekonaniu, że w następnym życiu chcę być kotem. Nie takim w butach a prawdziwym, zamieszkującym właśnie ten mały, magiczny dom...

(Bardzo chciałabym zobaczyć ten dom!).


Domek Asi:

Mój wymarzony domek wygląda mniej więcej tak.
A czemu akurat taki? Uwielbiam przyrodę, szum wiatru, drzew, ciszę i spokój. Lubię także samotność, której na codzień nie mam. Mam nadzieje, że gdzieś tam jest taki domek, w środku lasu, który przyjmie mnie z wielką serdecznością.. :)


Domek Emilii:

Witam Szanowną Autorkę
Myślałam dziś o tym, jak powinien wyglądać mój domek i weszłam na jedną z bocznych uliczek w centrum miasta i oto przede mną stanął on. Mój wymarzony domek :) Do tego właśnie wystawiony na sprzedaż. Musiałabym jednak trafić szóstkę w Lotto, żeby go kupić i tą zmęczoną kamieniczkę zamienić w prawdziwą perełkę (i to przy konkretnej kumulacji). Tak, bo mój wymarzony domek to mała kamieniczka, taka, żeby na parterze znalazło się miejsce na pracownię i galerię, a na piętrze mieszkanie. Idealnie by było jeszcze z tarasem lub ogródkiem na tyłach (och, a już ogród na dachu to byłby szczyt marzeń i totalne szaleństwo:)
W zasadzie na sprzedaż jest chyba całość z dwoma kamieniczkami obok, wzięłabym wszystko i z reszty zrobiła przytulny hostel.
Bo póki co nie wyobrażam sobie wyprowadzki z mojego kochanego miasta. 
(Ty, kobieto, zacznij drimować, bo kamieniczka piękna!).

Domek Dubbidu:

Domek, o którym od zawsze marzę, znalazłam dwa lata temu żeglując sobie po Mazurkach. Zobaczyłam i się zakochałam.  Wiem też, gdzie mój Wymarzony miałby stać  – nad wodą, jeziorem lub rzeczką, wśród starych drzew… Uwielbiam ciszę i przyrodę, umiem tak żyć. Ostatnio rozkochałam się w robieniu domowego makaronu – cudownie byłoby zjeść na werandzie owocówkę z owocków zebranych w sadzie, chlapiąc naokoło wciąganym świeżutkim makaronem :o) Kurczę, przejrzę jeszcze raz Sekretnik – trzeba dopomóc marzeniom ;o)
 
(O łał... sama chętnie bym go pomiała... cudo!) 
 
 
Domek Ilony
 
 Mój wymarzony domeczek Tymeczek, moje miejsce na ziemi, moje Aniołowo, mieszkam w nim od roku. Otoczona lasami, polami, ptakami i mnóstwem innych zwierzątek i żyjątek wszelkiej maści :DDD. Czasami tylko na sąsiednim polu jakiś traktorek "popyrtoli" ale to nic. Kiedy go budowaliśmy głaskałam pustaki, mówiłam do murów, ktoś z boku mógłby pomyśleć "babę pogięło". a ja po prostu kocham ten dom i to miejsce i wiem, że to miłość odwzajemniona. Znajomi budujący w tym czasie domy, stale na coś narzekali, a to na ekipy, a to sprzęt lub materiały budowlane, a nasz dom budowali i pomagali wykończyć wspaniali ludzie, wszy6stko było ok. Niektórzy patrzyli z niedowierzaniem na to. Ale od powstania samych fundamentów czuliśmy z tym domem nierozerwalną więź. Tworzyliśmy z mężem, córką i Tymkiem dopełniającą się całość. To jest po prostu magiczne. Proszę mi uwierzyć, każdy metr tego miejsca jest przepełniony miłością i dobrą energią. uwielbiam wracać po pracy do naszego domu i nie lubię go opuszczać. Och, mogłabym tak godzinami:DDD.To jest właśnie dom moich marzeń i jestem dowodem na to, że marzenia się spełniają, więc warto marzyć. Kiedyś ktoś, mi powiedział, że tylko stare domy mają duszę, to nieprawda, mój ma przepiękną duszę i jest moim miejscem na ziemi.





Domek Panna Cotty:

Kiedyś bałam się wymawiać swoje marzenia głośno , teraz wiem , że inaczej się one nie spełniają :)
Otóż marzy mi się piękny dom w uroczej okolicy. Co rozumiem przez ową uroczą okolicę? Magiczne miejsce wśród pięknej przyrody . Najlepiej nad morzem , bo kocham morze i od dziecka chciałam tam mieszkać. Jako , że jestem zmarźluchem w grę wchodzi nie tylko Morze Bałtyckie. Poszperałam i znalazłam w sieci taki oto piękny domek: nowoczesny , elegancki , ale przyjazny :)
Mam nadzieję , że kiedyś znajdę podobny , choćby na drugim końcu świata!


(To nie jakiś tam domek, to rezydencja!)






Domek Vivi:

http://wymarzonydomani.blogspot.com/2012/08/wymarzyo-nam-sie.html

Domek Anik:


Dzień dobry,
przestawiam mój wymarzony domek, (nie jest jeszcze mój, ale marzenie, jak najbardziej tak). Spotkaliśmy się, podczas mojego kilkudniowego pobytu nad jeziorem. Spoglądał na mnie codziennie swymi smutnymi, pustymi oknami, skryty za dojrzewającymi kłosami. Wydawał się osamotniony, bo nikt w nim nie mieszkał. Był „reklamą” domów drewnianych, budowanych pod klucz. Najchętniej był go przygarnęła, bo do towarzystwa miał tylko rachityczny krzak róży i tablicę reklamową (którą ośmieliłam się wyciąć ze zdjęcia), niestety nie jest to i nie było wtedy, możliwe, ale sprawdzam co roku, czy jeszcze tam stoi i czy czeka na mnie. Miejsce nie jest ważne, mogę mieszkać wszędzie, ale to w nim właśnie chciałabym zawiesić firanki i postawić stół, przy którym mogłaby przesiadywać godzinami cała moja rodzina i przyjaciele. Za domem byłby ogród pełen brzęczenia pszczół i trzepotu motylich skrzydeł, a od frontu zawiesiłabym donice z fuksjami. W środku zaś, rządziłyby regały pełne książek.


Domek Anity:

Droga Pani Kasiu,
Przesyłam domek wymarzony, chociaż z góry zaznaczam, że w konkursie brać udziału nie chcę- "Nadzieję" posiadam, nie chcę innym dziewczynom robić sabotażu ;). Przesyłam tak po prostu, by się podzielić. Ogólnie gustuję w domkach w typie dworków, ale ten od pierwszego wejrzenia, zanim jeszcze otworzyłam furtkę urzekł mnie tak, że kurcgalopkiem wskoczył na szczyt listy marzeń (tej zarezerwowanej dla marzeń raczej nierealnych, ale najpiękniejszych :)). Dla przyzwoitości dodam, że owo cudo znajduje się w Zakopanym, ponoć można je zwiedzać, aczkolwiek aktualnie jest w remoncie. Domek pochodzi z roku tysiąc osiemset któregośtam, nie wiem dokładnie którego, bo zanim Gazda skończył zdanie już byłam za bramą i pędziłam by obejrzeć z bliska.Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale z Zakopanego wróciłam dopiero co i jeszcze ze mnie nie zeszło pierwsze wrażenie.

(Jest genialny! Cudo!)

Domek Małgorzaty:

 A oto jeden z moich wymarzonych domków. Nieduży i pełen zieleni, a ta jak wiadomo korzystnie wpływa na nasze zdrowie. Ta bajeczna chatka pobudza moją wyobraźnię. To jakieś takie trollowe mieszkanko, pełne drobniutkich chochlików. Pewnie gotują tam sobie wielki gar zupy z gumijagód. To świetny schron przed wrogami, niezwykle zamaskowany :) Kto by pomyślał, że w tych krzaczorach ukrywa się taki sympatyczny domek. Miejsce zaciszne, ciepłe, intymne, przytulne. Jakby czas się zatrzymał, oddalone od cywilizacji. Za nim znajduje się ogród pełen kwiatów, magii i fantazji. W powietrzu pachnie deszczem, latają motyle, a w stawie kumkają żaby. Można o poranku przejść się boso po trawie i zebrać wczesne krople rosy. Dobry pomysłem jest też położenie się wśród kwiatów i poczytanie jakiejś porywającej lektury. Chciałabym tam zamieszkać.

(Marzy mi się Poziomka w takim dzikim winie...)


Domek Marty:

Domku szukaliśmy ponad rok, bo niestety fundusze bardzo ograniczone. Gdy już zaczęliśmy tracić nadzieję, przypadkiem znalazłam ogłoszenie :) Po różnych przebojach w końcu stał się naszą własnością, teraz jesteśmy na końcówce remontu i niedługo się przeprowadzamy :) Na zdjęciu nasz domek, a właściwie małe gospodarstwo, w dniu w którym go znaleźliśmy. Zwykły wiejski domek z dwuspadowym dachem, o którym zawsze marzyłam. Dom stoi wśród pól, niedaleko lasu. Właśnie dopieszczamy go od środka, aby móc w nim zamieszkać. Ogród jest ogromny. Rośnie w nim 13 starych wierzb, które tworzą niesamowity klimat. Rosną w nim stare jabłonie, pod którymi można odpoczywać latem na kocyku. Marzy mi się, ogród z nastrojowym kącikiem (a właściwie nie jednym), gdzie będę mogła usiąść na ławeczce, wśród kwiatów i poczytać sobie książkę czy wypić poranną kawę. Marzą mi się też zwierzaki wszelakie, bo bez nich jakoś smutno w domu, będą więc mam nadzieję psy, koty, kury i może jakaś kózka :) Ale do tego będziemy dążyć wiosną, jak już będziemy w naszym domku na stałe :)
 
 
Domek Oli:
 
Mój wymarzony domek... kiedyś chciałam mieć pałac, willę z basenem, apartament w wieżowcu potem dom z jakiegoś filmu. Od jakiegoś czasu marzy mi się drewniany domek na wsi w pobliżu lasu. Najlepiej z ogrodem. Na podwórku dwa psy, kilka kotów może konie. Moim zdaniem jednak najważniejsze jest towarzystwo osób które kochamy i które nas kochaja. Każdy zakątek domu powinien być wypełniony miłością, zaufaniem, poczuciem bezpieczeństwa i ciepłem rodzinnym. Jeśli tak nie jest to nawet najpiękniejsze dzieło architektury nie da nam szczęścia.
 
 
Domek Baranków:
 
Dzień dobry,
oto mój azyl. Wymarzony, wyśniony i dopieszczany. Budujemy go sobie powolutku od pięciu lat (kabelki jeszcze gdzie nigdzie wiszą :P). Jak będzie finał na pewno się pochwalę. Bo dziewczyny marzenia się spełniają!!! 



I na koniec załączam własny (filmik jest efektem rozgryzania nowego programu do montażu filmików), czyli 15 sekund w Poziomce wiosną - w tle słychać sikorki i zięby.

video

wtorek, 11 września 2012

Niezwykłe podróże do... czyli jak powstaje powieść

Dawno nie było artykułu o życiu. Były quizy, zapowiedzi książek i planów wydawniczych, oczko niżej jest zaproszenie na spotkanie w Łodzi, ale tak o życiu (w domyśle "moim życiu") nie pisałam z miesiąc, albo dłużej. A chyba Was ono interesuje? Przynajmniej w jednej z ankiet życzyłyście sobie stanowczo wieści z Poziomki (co okazało się w tym schemacie blogera niewykonalne).

Opowiem Wam więc dzisiaj nie tyle o Poziomce (bo tu nic specjalnego się nie dzieje, przygotowujemy się psychicznie i fizycznie do zimy: ptice coraz częściej odwiedzają karmnik - pusty karmnik - dając mi tym do zrozumienia, że tam ma COŚ BYĆ, tam ma być DUŻO COŚ, tam ma być DUŻO ZIAREN SŁONECZNIKA, ŁUSKANYCH OFKORS; ja czekam na eko-groszek, by sprawdzić jak mi się będzie te 25 kg worki targało - domyślam się, że radośnie; Gapa porasta sierścią, jakby zapowiadała się epoka lodowcowa, ale to dlatego, że dawno jej nie strzygłam, a nie strzygę jej dlatego, że PO wygląda strasznie głupio - to moja wina, nie mam zdolności fryzjerskich - i się ze dwa tygodnie wstydzi; Patiś... hmm... nie wiem jak przygotowuje się do zimy Patiś, bo on jeszcze nie gada - oprócz wymownego "e?" lub "łała!" [czyt.: mama] oraz innych takich... ćwierćsłówek - rozumiem niby wszystko, ale... właściwie nic nie rozumiem, aha, dzisiaj po raz pierwszy ścięłam mu włoski i nie wygląda już jak dzidziuś, tylko jak mały, bo mały ale chłopiec - kiedy on urósł?! czy to rzeczywiście minęło półtora roku?! - łezka mi się w oku kręci...) powtórzę, bo zapomniałam o czym zaczęłam: opowiem Wam więc dzisiaj nie tyle o Poziomce, co o moich (duchowych i fizycznych) podróżach, w które wyruszam razem z bohaterkami powieści, bo całkiem niedawno z jednej wróciłam.

Byłam już: w Indiach (razem z Ewą), na Cyprze i Wyspach Kanaryjskich; byłam w Pogodnej, miasteczku gdzieś między Koszalinem a Kołobrzegiem, w której to Pogodnej sama chciałabym zamieszkać; byłam w Iraku z Lilianą i Aleksiejem; byłam... w wielu miejscach byłam, żebyście i Wy mogły tam ze mną być.

Żeby opisać Indie, opisać tak, by moja psiapsióła pytała potem: "Kaśka, a kiedy tych w Indiach byłaś, bo nic mi nie opowiadałaś", siedziałam w internecie, na youtubie, wikipedii, forach i blogach o Indiach ze trzy tygodnie. Tyle czasu zajęło mi poznanie mentalne miejsc, w których toczy się akcja tak, by stały dla mnie się niemal rzeczywiste. Reszty dopełniła wyobraźnia. Pisząc powieść przenoszę się do tych miejsc i, kurczę, wierzcie lub nie, połowa mnie jest rzeczywiście tam, w Indiach.

Na Cyprze i Wyspach byłam rzeczywiście, więc to nie problem opisać je potem w powieści, ale już taki Irak... w stanie wojny...? Dziewczyny, dla krótkiej, dwu-trzystronicowej akcji z zasadzką ("Nadzieja") najpierw wypytałam mojego konsultanta, który w Iraku był. Potem narysowałam sobie ten wąwóz z zaznaczeniem, gdzie znajdują się Irakijczycy, gdzie "nasi", gdzie jest który samochód, gdzie facio z RPG etc. Na koniec obejrzałam podesłane mi przez konsultanta filmiki z rzeczywistych zasadzek i... zaczęłam pisać tę scenę. Czyniłam to w bibliotece (żeby jeszcze w spokoju Poziomki, ale nie, w bibliotece publicznej!) i tak dalece znalazłam się w pewnym momencie TAM, w tej zasadzce, że serce zaczęło łomotać mi w piersi, ręce drżeć, a pot spływać po plecach (bo było ze 40 stopni, w Iraku oczywiście). Dziewczyny, jak ja się znokautowałam tą zasadzką... Ale scena wyszła tak, że konsultant powiedział tylko "jakbyś tam była". No bo byłam!!

Pogodnej nie mogłam odwiedzić ciałem, bo to miasteczko nie istnieje, ale opisałam ją jako zbiór najlepszych wrażeń ze wszystkich pięknych polskich miasteczek, w których byłam.

Natomiast dwa tygodnie temu znalazłam się w miejscu czarownym i o nim chciałam powiedzieć słów kilka.

Gdy zaczęłam pisać "Wiśniowy Dworek", wymyślił mi się młody mężczyzna, nieuleczalnie chory, który przyjeżdża do tytułowego dworku i tam natyka się na tajemnicę, klątwę i młodą dziewczynę (w nieco innej kolejności, ale mniejsza o to). Fragment Wam kiedyś zaprezentowałam, ale... ale gdy rzeczywiście przysiadłam do tej opowieści, zaczęła snuć się zupełnie inna. O innym miejscu, innych bohaterach i innym klimacie. Porzuciłam więc tragedię, śmierć, klątwy i chorobę i napisałam radośnie o... ha, oczywiście nie zdradzę o kim, ale zdradzę o czym. O dworku, który znalazłam dawno temu na allegro, oczywiście chciałam kupić, ale nie miałam pieniędzy. (Chyba nigdy nie przejdzie mi marzenie o własnym dworku...). Kupić nie kupiłam, ale pisać o nim mogę, no nie? I moja bohaterka, Danusia, właśnie w tym dworku zamieszkała. Na parterze prowadziła szkołę podstawową dla 12 miejscowych dzieci, a na piętrze miała swoje królestwo.

Któregoś dnia z przyczyn obiektywnych postanowiłam (właściwie to noc była, a nie dzień) wyłączyć telefon, odinstalować internet i spokojnie dokończyć "Wiśniowy Dworek". Obudziłam się z mocnym postanowieniem wyjazdu, teraz, natychmiast. Dziecko podrzuciłam rodzicom, wsiadłam do pociągu bylejakiego (czyli Kolei Mazowieckich) i ruszyłam... w stronę owego wymarzonego dworku, aż pod litewską granicę.
Imaginujcie sobie, że nie znając adresu, dzięki miłym ludziom z ośrodka wczasowego, w którym zacumowałam, odnalazłam ten dwór, pojechałam tam i... i przeżyłam szok. Ja to miejsce opisałam. Mając tylko kilka zdjęć z internetu, opisałam je tak dokładnie, jakby tam kiedyś była, nie tyle kiedyś, co w czasach, gdy istniała na parterze szkoła podstawowa, do której - uwaga - uczęszczało 12 dzieci, a dookoła dworku był sad, którego dziś już nie ma. To było, dziewczyny, niesamowite. Chodziłam po pokojach, które były kiedyś klasami, jakbym tu uczyła te dzieci, weszłam na piętro, jakbym tu mieszkała. No bo mieszkałam! Z Danusią!
Cieszę się, że mogłam zobaczyć na własne oczy miejsce, które widziałam oczami wyobraźni i po raz kolejny rzekłam do siebie: co jak co, Kasiu droga, ale wyobraźnię to ty masz.

I cieszę się, że wiele jeszcze powieści przede mną, wiele niesamowitych miejsc, niedługo przeniosę się w czasy Powstania Warszawskiego, potem odwiedzę jakiś piękny staropolski dwór, a może inne, równie ciekawe miejsce? Trafię też na ulicę razem z Bezdomną (i na to cieszę się najmniej), a Was, moje drogie, zabiorę w te podróże ze sobą.
Mam nadzieję, że Wy również się cieszycie (no, może oprócz tej ulicy...).

Na zdjęciu dworek, o którym przed chwilą opowiedziałam. Śliczny, prawda? Został już sprzedany, muszę więc znaleźć sobie inny, o którym będę marzyła, bo marzyć trzeba!


poniedziałek, 10 września 2012

Łódź Manufaktura 6. października, godz. 17. Spotkamy się?

Dla Łodzi mam sentyment - tutaj urodził się mój starszy synek, dlatego ucieszyłam się z zaproszenia łódzkiego Empiku w Manufakturze.
Zapraszam Was, moje Kochane, w sobotę, 6. października na godz. 17. Zapraszam Was o tyle serdecznie i gorąco, że bardzo rzadko będę się z Wami w roku 2013 spotykać - jedynie na Targach Książki, które są dla mnie (i mam nadzieję dla Was) świętem.
Proszę, spróbujcie przyjechać do Łodzi w pierwszą sobotę października!
Następne spotkanie w Krakowie, 27. października, a potem dopiero Warszawa i maj'2013.
Jak to mówił smok Telesfor: Do-zo-ba-cze-nia-mniam, mniam... :))


Na zdjęciu Łódź-Manufaktura

PS. Po spotkaniu oficjalnym spotkamy się nieoficjalnie na jakimś ciastku tudzież herbatce, no nie?