wtorek, 30 października 2012

Pretty Little Liars - krótka recenzja

Heloł! Rzadko coś polecam, bo to spora odpowiedzialność, ale jak już polecam... Dziś będzie o niezwykle zajmującej serii, skierowanej do młodych Czytelniczek (którą jednak czytelniczka tak stara jak ja czyta z zapartym tchem), czyli o "Słodkich kłamstewkach".

Zainteresowały mnie najpierw ciekawe recenzje na Waszych blogach, potem niezwykła okładka, czy raczej zestaw okładek (wiecie, że na tym punkcie mam fioła), napisałam więc do zaprzyjaźnionego Wydawcy, czy mógłby mi przysłać wszystkie dotychczasowe tomy i tydzień później miałam niemal komplet u siebie na półce. Musiał jednak swoje odczekać, bo... jakoś było mi z tą serią nie po drodze. Aha, już wiem dlaczego: nie miałam tomu pierwszego. Musiałam go więc dokupić, a w Urlach City to nie takie proste. Lecz gdy już dokupiłam i zaczęłam czytać...

Historia zaczyna się bardzo ciekawie: jest grono serdecznych przyjaciółek i nagle jedna z nich ginie w niewyjaśnionych przez resztę tomów okolicznościach. W międzyczasie zaczyna przysyłać pozostałym kumpelkom wiadomości - choć czy to rzeczywiście zaginiona Ali je przysyła? - to również wyjaśni się nie wcześniej niż w tomie 5, czy 6.

Książki czyta się bardzo dobrze, język jest całkiem przyjemny, choć wtrącenia na temat ubiorów, torebek, butów, restauracji są dla mnie jakimś kosmosem - jeśli rzeczywiście tym żyją młode Amerykanki, to... ja dziękuję. Mam nadzieję, że nasz nastolatki mają nieco głębsze zainteresowania. Główne bohaterki oprócz strojenia się i chadzania na imprezy, co i rusz zakochują się a to w kolegach ze szkoły, a to w koleżankach, ale specjalnie mi to nie przeszkadza, bo zagmatwanie wątków, fabuły, tajemnic, kłamstw, podstępów i manipulacji wszystko wynagradza. Autorka naprawdę ma wyobraźnię i pomysł na opowieść.

Podsumowując: z niecierpliwością czekam na wieczór, gdy Patiś zasypia, a ja biorę kolejny tom "kłamczuszej sagi" i zagłębiam się w tę niezwykle ciekawą opowieść. To nagroda i uwieńczenie dnia. Dawno nie dawkowałam sobie w ten sposób książki, by wystarczyło na dłużej i normalnie nie wiem, jak doczekam do tomu X.

Jednym słowem: polecam!

PS. Do dziewczyn, które też czytają tę sagę: jak Wasze odczucia??

niedziela, 28 października 2012

Targi Książki w Krakowie, rozrzerzony plan wydawniczy, powrót do domu i zdemolowany karmnik

Zacznę od środka, czyli planu wydawniczego, który - mam nadzieję ku Waszej radości - uległ rozszerzeniu: w roku 2013 dojdzie "Czarny Książę", a sagę rodzinną będę od razu pisała w dwóch tomach, z założeniem, że w sumie tomów będzie trzy. Takie są wyniki rozmów z Wydawcami, z którymi spotkałam się przy okazji krakowskich Targów. Ja już nie liczę, ile książek mam przygotować na lata 2013 - 2014, żeby się nie stresować. Cieszę się tylko, że część jest już gotowa. Aha: nadal nad wszystkim panuję i wszystko ogarniam. Dostałam również sygnał od jednego z moich Wydawców, że jest gotów wydać pewne bardzo przez Was oczekiwane książki, ale dopóki nie znam terminów, nie powiem nic więcej, żebyście się nie rozczarowały.

Targi Książki to dla mnie swoiste święto i obiecuję żadnych nie opuścić. Są potrzebne i mi - żebym wyszła ze swojej skorupki i spotkała się z Czytelniczkami - i Wam, czego dowód po raz kolejny miałam w sobotę. Cudowne spotkania, cudowne rozmowy, upominki (piękny kominek, książeczki dla Patisia, zakładki, kartki...), dedykacje w "Poczekajkach", czy "Poziomkach" cudnie zaczytanych niemal do okładek, wspólne zdjęcia, nowe znajomości... Coś wspaniałego. Żebym się jeszcze tak nie denerwowałam, jak to zwykle przed każdym publicznym wystąpieniem, byłoby zupełnie genialnie...
Książek kupiłam oczywiście mnóstwo, targałam potem przez pół Polski siatę i torbę podróżną, ale ja to kocham - nie tylko pisanie, ale i czytanie.

Ku mej konsternacji (tudzież konsternacji mojego Wydawcy, który zarezerwował mi hotel na dwa dni, a wymeldowałam się po jednym) po Targach stwierdziłam, że NATYCHMIAST muszę wracać do domu. Ponieważ jestem spontaniczna uczyniłam to, czego zapragnęłam. Po spotkaniu z moją kochaną Przyjaciółką wsiadłam w pociąg do Warszawy i ruszyłam na północ. I jak ruszyłam, tak stanęłam, bo przecież... przecież dopadła nas zima! Spóźniłam się na pociąg do Urli City i... i cóż, gnana pragnieniem znalezienia się w domu, parłam na północ dalej.
Do Poziomki dotarłam ok. godziny drugiej w nocy. Stała sobie całkiem spokojnie, jasna, ciepła i przytulna, nic się złego z nią nie działo.

Jeszcze w nocy odkryłam, że zima zdemolowała karmnik i - wcześniej zdemolowany przez ogrodnika - mój ukochany krzak bzu. Trzy wielkie sosnowe gałęzie nie wytrzymały ciężaru śniegu i pękły. Mniejsza o karmnik, sikorkom sypnęłam ziarna obok (zima, śnieg, głód, śmierć), ale ten bez... normalnie nie ma szczęścia. Za to szczęście mam ja, bo gałęzie mogły zdemolować mi dom.

Ranek wstał piękny i słoneczny, pociągi kursują bez problemu. Czy ktoś może mi powiedzieć, dlaczego wracałam w nocy, zamiast spędzić uroczy wieczór w Krakowie i wracać dziś, w dzień?

czwartek, 25 października 2012

Wieczorek Czwartkowy po raz pierwszy! Hasło wiodące: miasto, czy wieś?

Witam Was, moje kochane (i kochani też) na pierwszy Wieczorku Czwartkowym, który - jeśli pomysł się Wam spodoba - będę powtarzała co tydzień.
Na czym będą polegać te spotkania? Na swobodnej dyskusji gości, czyli Was. Komentarze od wieczora aż do piątkowego poranka będą wchodziły od razu, więc... możecie zaszaleć, do czego tendencje wykazywałyście przy okazji quizów. :))
Każdy wieczorek będzie sygnowany stałym emblematem.
Co jeszcze musicie wiedzieć? Temat zadany nie jest obowiązujący, ale na dobry początek, żebyście mogły się rozkręcić, jakiś musi być. O temacie dzisiejszego wieczorku będzie niżej.
Mam jeszcze jeden pomysł a propos tych spotkań... Chciałabym, by zostawiały jakiś ślad na naszej rzeczywistości, taki... bardziej namacalny. Żeby w jakiś sposób zmieniały świat, który nas otacza. Parę pomysłów mam.
Możecie być zaskoczone, ale myślę, że połapiecie temat.

Teraz już o dzisiejszym Wieczorku.
Miałam zamiar rzucić jakieś hasło książkowe, związane z moją działalnością, na przykład "Jakie zakończenia lubicie?", "Więcej humoru, czy łez?" takie tam, ale... o to zdążę jeszcze zapytać, a podczas tych wieczorków chciałabym pogadać z Wami o życiu.
Tematem dnia jest więc: Miasto, czy wieś?
Znacie mnie na tyle, by wiedzieć, że ja tu raczej łączę, nie dzielę, nie chodzi mi więc o podział Polski na miejską i wiejską, tylko na blaski i cienie miasta i prowincji. Wypowiedzcie się na ten temat. Ja od czterech lat mieszkam w Urlach City, co z City mają niewiele wspólnego. Jest mi - Warszawiance przez 39 lat - tutaj cudownie, choć bywa ciężko, ale przyjmuję moje miejsce na ziemi zarówno z zaletami, jak i z wadami. Na dobre i na złe. Wiem jednak, że nie każda wieś jest tak szczególna, piękna i zadbana jak moje Urle. I nie wszędzie życie jest tak proste, jak tutaj. Opowiedzcie o Waszych doświadczeniach.
Czasem tęsknię za wielkim miastem, najczęściej wtedy, gdy chciałabym pobiegać po Empikach, bardzo często chodziłam również do kina - sama i ze starszym synem - i tego mi brakuje. Boję się też, że Patiś nagle zachoruje, a tutaj, w tym moim lesie, zero szpitali, pogotowie zaś dojeżdża w zaledwie 40 minut - to są te cienie. Cała jednak reszta, to niekończące się wakacje. :)

A jak to jest u Was?

Oddaję głos (i stronę) Wam.

Pamiętajcie, że po 200 komentarzu blogger zwija następne i trzeba przycisnąć "załaduj więcej"!

wtorek, 23 października 2012

Parę informacji i... pomysł!

Nie wiem, czy pamiętacie, że w sobotę można mnie będzie spotkać na Krakowskich Targach Książki. Od godz. 15 do 16 w stoisku Granice.pl i od 16:30 do 17:30 w gościnnych progach Naszej Księgarni. Nie chcę na Was naciskać, bo zamkniecie się w sobie, ale jeżeli chcecie poznać mnie osobiście, to zapraszam do Krakowa - jak wiecie plany pisarskie mam tak duże, że czasu ani sił na jeżdżenie po Polsce mi brakuje i okazji do spotkań wiele nie przewiduję (nie tylko niewiele, ale zaledwie jedno...).

Aha, zapomniałabym! Do rozdania Wam, moim Czytelniczkom, będę miała 100 miniMistrzów, czyli małych, ładnie wydanych książeczek z początkiem powieści. Choć rzecz jasna bez ciągu dalszego. Środek i koniec w styczniu...
Ponieważ pierwsze recenzje "Mistrza" zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie tutaj się nimi chwalę:
Recenzja Sabinki
Recenzja Kasi

Teraz słuchajcie: rozgryzłam Was! Quizy, quizami, ale Wy po prostu macie chęć pogadać w zaprzyjaźnionym gronie na zaprzyjaźnionej stronie (rym niezamierzony). Kiedyś, gdy istniała jeszcze "Zielona strona życia", czyli mój pierwszy blog, takim miejscem było forum i... może uczestniczki, które do dziś mają żal, że tamtą stronę zamknęłam, teraz mi nie uwierzą, ale też tęsknię do tego miejsca. Było... normalnie odlotowe. (Tak, tak, pamiętny wątek dżdżownicowy - czy któraś pamięta, o co wtedy chodziło, czy kasia - Zielona Wróżka...).
Na prowadzenie forum nr 2 nie miałabym już sił, ani czasu (czekacie przecież na następne książki!, ankieta obok świadkiem!), ale... postanowiłam umożliwić Wam swobodne pogaduchy na tematy różne - niniejszym zapowiadam WIECZORKI CZWARTKOWE.
W każdy czwartek wieczorem będę otwierała nowy wątek, zapodawała temat przewodni, umożliwiała komentarze na bieżąco, a do Was należeć będzie cała reszta, czyli radosne komentarzowanie. Niekoniecznie na zadany temat. Dyskusję zamykać będę w piątkowe poranki.
Jeżeli pomysł przypadnie Wam do gustu, będę Wieczorki powtarzała, jeśli nie, pomysł umrze śmiercią naturalną.
Najbliższe spotkanie już w ten czwartek.
Zapraszam serdecznie!

piątek, 19 października 2012

Quiz "trzecie zdanie z..." i "Poczekajki" do wygrania!

Dzisiaj jest piątek, no nie? Jakoś tak... Chyba znów mi kilka dni umknęło, bo na Cyprze byłam - mentalnie, z obłędnym Raulem, grzeczną Sonią, niegrzecznym Vinim i Andżeliką-nimfomanką (dla niewtajemniczonych: pisałam "Mistrza"). A skoro jest piątek, to przed nami weekend i przydałby się jakiś quizik, bo dawno go nie było, a przecież lubicie. Ostatnio pytań i odpowiedzi wpisałyście tyle, że blogger się zawiesił. :))

Ogłaszam więc Quiz "trzecie zdanie z...".
Pytająca mówi: "jakie jest trzecie zdanie z 86 strony "Zmyślonej"? Odpowiadająca przepisuje owo zdanie i zadaje swoje pytanie: "Jakie jest trzecie zdanie z 14 strony "Gry o Ferrin"? I tak dalej.
Zasady podobne do poprzednich quizów: jedno pytanie - jedna odpowiedź. Jeśli odpowiedziałaś źle, następna, która odpowie dobrze zadaje pytanie. Jeśli spóźniłaś się i odpowiedziałaś jako druga, skasuj komenta i odpowiadaj dalej (nie zadając pytania).

Pamiętajcie, by pilnować kolejności, bo robi się bałagan, gdy jest kilka pytań i nie wiadomo na które odpowiadać. Zresztą jesteście już tak genialne w tych quizach, że nie muszę Wam tego mówić.

Książki biorące udział w niniejszym quizie, to wszystkie wydane do tej pory oficjalnie: Seria poczekajkowa, Sekretnik, Seria owocowa (trzy tytuły), Seria z kokardką (dwa tytuły), Nadzieja, Gra o Ferrin. Więcej grzechów nie pamiętam, za te akurat nie żałuję. ;)
Już zauważyłam że mogą być różnice w wydaniach, więc należy dodać, czy to okładka miękka, czy twarda.
Zdania muszą być pełne, czyli połowy zdania, od której zaczyna się strona nie bierzemy pod uwagę. I starajcie się wybierać zdania krótkie, żeby nie przepisywać tu całego akapitu, okej? Kilka wyrazów i jest dobrze.

Wśród odpowiadających wylosuję szczęściarę, która otrzyma nowiutką, jeszcze cieplutką "Poczekajkę".

Jeśli z różnych przyczyn nie chcecie albo nie możecie wziąć udziału w quizie, na wygranie "Poczekajki" macie drugą szansę: wystarczy napisać w komencie "Dlaczego to ja powinnam dostać "Poczekajkę". Jedną najpiękniejszą czy najbardziej sugestywną odpowiedź wybiorę i wyślę książkę.
Dodam, że ja jeszcze "Poczekajki" w nowej sukience nie widziałam, będę się cieszyć razem z Wami.

Poraz rozpocząć quiz. Jak zwykle ja zadaję pierwsze pytanie (w pierwszym komencie). Komentarze wchodzą od razu, nie trzeba czekać na ich zatwierdzenie, a quiz potrwa też jak zwykle do poniedziałku godz. 22.

Bawcie się dobrze! Quizujcie, komentujcie, piszcie, wygrywajcie.
Wiem, że będziecie ŚWIETNE!
Ja zaś wracam na Cypr. Do "Mistrza"

Wasza Kejti

PS. Uwaga: jest już ponad 200 komentów, blogger zwinął więc stronę, trzeba nacisnąć taki przycisk na samym dole "załaduj więcej" i można bawić się dalej.

wtorek, 16 października 2012

Nie wierzę w przypadki, czyli rzecz o "Bezdomnej"

Jakiś czas temu zapowiedziałam Wam tutaj, na tej poziomkowo-słonecznej stronie, że po "Mistrzu" zajmę się "Bezdomną" i w tym celu będę musiała poznać życie "ludzi marginesu". Piszę to w cudzysłowie, bo dla mnie ci ludzie - bezdomni, porzuceni przez społeczeństwo, rodziny, czy los - są takimi samymi ludźmi, jak my, czasem bardziej ludzkimi, niż nasi sąsiedzi, współpracownicy, znajomi... Wegetują sobie, pogardzani przez nas, tych "normalnych", "dobrych obywatel" etc. Przez władzę są tępieni bez litości, przeganiani z miejsca na miejsce, bo przecież tacy... odrażający. A ja myślę, że władzę drażni totalna wolność bezdomnych. Bo przecież ten kto nie ma nic, nic nie może stracić. Jest wolny. O, tylko tę wolność można mu zabrać, a kto by się tam bił z bezdomnymi? To żadna siła...

Hoho, jakiś polityczny mi ten wpis wychodzi, a miał być społeczny.

Mottem "Bezdomnej", która powinna ukazać się a maju przyszłego roku jest: "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii, może się bowiem okazać, że to nie degenerat, a nieszczęśnik, któremu życie rozsypało się w pył, zaś tobie los szykuje podobną niespodziankę", bo o tym traktuje książka: o normalnej kobiecie, sympatycznej, dobrej, miłej i kochanej, która traci wszystko i trafia na ulicę. To mogło się przydarzyć - odpukać - każdej z nas...

Historia, którą w książce opowiem, poruszy Was chyba bardziej, niż "Nadzieja" - pierwsza z serii z czarnym kotem, pierwsza poważna i wstrząsająca, bez cienia zwykłej radości życia, którym cechują się moje książki i pierwsza bez happy endu. Uprzedzam, że przy "Bezdomnej" tamta to pikuś. Ja tylko zaczynam myśleć o historii Kingi - bohaterki tej powieści - i już mi się płakać chce. Co będzie, gdy zacznę ją pisać? Znów mnie sponiewiera psychicznie i emocjonalnie... Was zresztą też.

Żeby ją napisać, zaczęłam przymierzać się do rozpracowania środowiska bezdomnych - rozumiecie, muszę tych ludzi dobrze, prawdziwie przedstawić - ale jak to zrobić? Pójść na dworzec i kogoś zagadać? Trochę nieśmiała jestem, więc nie wiem, jak mi to wyjdzie...
Otóż los pospieszył mi z pomocą i podsunął bezdomną o imieniu Kasia, gdy kupowałam sobie wałówkę na wyjazd do Łodzi. Kasia stanęła obok mnie nieśmiało i poprosiła nie o pieniądze, a o coś do jedzenia, a ja nigdy nie odmawiam takim prośbom, pamiętacie?: głodnego nakarmić. Nakarmiłam więc ją, a ona, usłyszawszy, że chcę napisać o bezdomnych książkę, zapałała do tego pomysłu wielkim entuzjazmem. Umówiłyśmy się na spotkanie, oczywiście na Dworcu Wschodnim.

Miało to wydarzenie miejsce właśnie teraz, gdy zaczynam poważnie przymierzać się do "Bezdomnej" i jak tu wierzyć w przypadki tudzież w zbiegi okoliczności?

Uprzedzam raz jeszcze, że książka będzie przesmutna i bardzo dramatyczna. Nie pocieszycie się przy niej, o nie. Nie gwarantuję, że skończy się dobrze, czy choć odrobiną światła, jak "Nadzieja", ale... myślę, że warto ją napisać i warto przeczytać. Ku przestrodze. I żebyśmy doceniły z całych sił, to co mamy. Tak łatwo stracić wszystko, co się kocha...

PS. Ja to mam rozrzut tematyczny: od uroczego Wiśniowego Dworku, przez sensacyjno-erotycznego Mistrza, pogodno-poruszającą Lidkę, na Bezdomnej kończąc... Okładka tej ostatniej jest już zatwierdzona przez Wydawcę, bo też mu się bardzo spodobała, więc nie martwcie się, że ktoś coś będzie zmieniał.

wtorek, 9 października 2012

"Mistrz" - powieść "z prądem"

W tym poście zbyt wiele nie będę się rozpisywać, bo wszystko, co chcę powiedzieć jest w zakładce u góry, czyli TUTAJ. Możecie tam sobie wchodzić (o ile jesteście pełnoletnie oraz pełnoletni), czytać obszerny fragment, podziwiać dopieszczoną okładkę i trailer. A także... komentować. Wypowiadać się nie tylko nt. "Mistrza" i Waszych po nim oczekiwań, ale i na temat erotykyki w literaturze (przede wszystkim w polskiej literaturze): czy jest potrzebna, czy nie. Czy czytacie, czy niekoniecznie. Czy macie zamiar czytać, czy również nie do końca.
Bardzo jestem ciekawa Waszych wypowiedzi.

Tutaj parę słów od Wydawcy, na temat minikonkursu hasłowego:

Wszystkie hasła bardzo nam się podobały! Brawo za kreatywność!
Tymczasem wspólnie z Kasią,  zdecydowaliśmy się na: 
MISTRZ,
Powieść, która rozbudza zmysły
Czyli taką kompilację wszystkich Waszych haseł. A Grey z okładki wyleciał z hukiem...cóż? 
Natomiast konkurs wygrały:
 
panna - cotta
Tej zimy daj się uwieść Mistrzowi.

Agaaa006 Mistrz, sensacja i erotyka!

alison2
Książka, która rozpala zmysły.

Pozdrawiamy Was serdecznie i dziękujemy:)!
 
Zwyciężczynie proszę o adresy, przekażę je Wydawcy i gdy książki będą gotowe, dostaniecie je w pierwszej kolejności.
 
Jeszcze jedno: zostanie wydrukowane 100 miniksiążeczek w okładce jak wyżej, zawierających kilkadziesiąt pierwszych stron. Książeczki te będą dołączane na Targach w Krakowie do moich książek. Jeśli kupicie jakąś i przyjdziecie na stoisko Granice.pl, dostaniecie zapowiedź "Mistrza". A gdy przyjdziecie w godzinach gdy ja tam będę (15-16 w sobotę), dorzucę jeszcze autografik i dedykację.
Fajnie, no nie?

poniedziałek, 8 października 2012

Spotkanie w Łódzkiej Manufakturze - i ja tam byłam...

Cześć Dziewczyny i Chłopaki (bo na spotkaniu było kilku panów). Nadal nie mam weny twórczej (poza blogiem też nic nie piszę, blokada jakaś, czy co?), będzie więc trochę nieskładnie.

 Miejsca, w którym się odbyło nie da się opisać, to trzeba zobaczyć - Łódzką Manufaktura to ogromny kompleks, zapierający dech w piersiach (choć może po prostu zdziczałam na wsi i wszystko, co ma więcej niż dwa piętra zapiera mi dech :).

Spotkanie było fantastyczne. Poznanie kilku z Was osobiście to zawsze duże przeżycie, gdy nick okazuje się prawdziwą, świetną osobą. Spotkanie pospotkaniowe było jeszcze lepsze, uśmiałam się w Waszym towarzystwie i bawiłam znakomicie. Dziękuję!!

Teraz już nie gadam, tylko wklejam relację filmową (po raz pierwszy widzę siebie udzielającą wywiadu i... no... takie zabawne uczucie). Wywiad trwał około godziny, ale nagrało się tylko kilkanaście minut. Ale namiastkę mnie macie. :)

Tutaj: WYWIAD


A tutaj: RELACJA EWY


środa, 3 października 2012

Kim jesteś moja Czytelniczko, wyniki konkursu na Wymarzony Domek i ...

Kochane, na początek Patiś i grzybek. To moje ulubione zdjęcie ostatnich tygodni. Kurczę, synek jest jeszcze taki maluśki, a wygląda na nim jak duży chłopaczek. Jak widzicie dzierży w rącze grzyba - koźlaczka, który wyrósł ze trzy metry od domu. Pod choinką, którą wiosną zajmowały kosy. One miały gniazdo na wysokości metra (mogłabym wyjąć te ich małe naguski i skonsumować gdybym była kosożercą), teraz pod tym gniazdem wyrósł koźlaczek. Bo tak jak o Poziomkowe ptaki dbam swoją drogą (muszę zamówić na zimę 20kg łuskanego słonecznika - tak, tak, tyle zjadają okoliczne ptaki przez zimę, wierzcie mi, to bardzo dużo słonecznika...), tak na samym początku, gdy się tu sprowadziłam, sadziłam (siałam?) grzybnię. Kupiłam butelkę z taką strzykawką i szczepiłam ziemię grzybnią (trochę głupio to wyglądało). Między innymi koźlaków. No i wyrósł egzemplarz.
Wiem, mogę się wydać nienormalna, że na działce sieję grzyby, ale co tam...
Grzyb rósłby, aż by zgnił i zasiał nowe grzyby, ale Patiś to zapalony grzybiarz i go dorwał. A potem z wdzięcznie pozował do zdjęć (bo Patiś to także modelik).

Przyznam się Wam, że w tym roku boję się zimy. Nie mam pojęcia dlaczego, bo będzie to moja czwarta zima i gorszej niż pierwsza (półtora metra śniegu, pół roku mrozów, pamiętacie?) ani niż trzecia (zaawansowana ciąża, brak samochodu, do sklepu półtora kilometra, na wiosnę zalanie i brak dojazdu plus maleńkie dziecko w domu) nie przewiduję, ale... no jakoś się wyjątkowo boję. Drzewa tak wcześnie pojesienniały... Zapasy muszę zrobić ot co! W razie czego przyślecie jakieś wsparcie?

Jak widzicie obok jest nowa ankieta, która już kiedyś była (i dała mi dużo do myślenia), ale że Czytelniczek od tamtego czasu znacznie przybyło, to po raz drugi chcę więcej o Was wiedzieć. Głosujcie, moje drogie.

Niedługo powinien pojawić się jakiś quiz, bo i Wy lubicie tę zabawę, i ja uwielbiam Wam kibicować. Nie muszę dodać, że jeśli chodzi o znajomość moich książek jesteście lepsze ode mnie?

Teraz wyniki Konkursu Domkowego... Słuchajcie, ja nie lubię wybierać! Ja wolę losować, bo nie mam wtedy wyrzutów sumienia, że kogoś zraniłam. Tym razem też nie zmieściłam się w pięciu zwyciężczyniach - z nadesłanych domków wybrałam siedem. Kierowałam się najbardziej chwytającym za serce opisem, bo przecież Wasze Wymarzone Domki są najpiękniejsze jeden w jeden.
"Nadzieja" powędruje do:
AiryArt
Alison
Emilii
Ilony
Anik
Marty
i Małgorzaty
Poproszę o przysłanie via mail adresów, na które mam wysłać książki! I imion osób, którym mam je dedykować!

Teraz się z Wami pożegnam na kilka dni, bo mentalnie będę w pewnej rezydencji... Tak, tak, akcja "Mistrza" nabiera rumieńców...

Przypominam o kończącym się konkursie na Top20 Recenzentek (szczegóły w zakładce) oraz o spotkaniach w Łodzi i Krakowie. Proszę te z Was, które chcą się ze mną spotkać o przyjazd, bo naprawdę, ale to naprawdę spotkań w przyszłym roku nie będzie - przyczyny znacie: Patinek, praca, dom.

Dobra. Wy sobie głosujcie i przysyłajcie linki, ja idę pisać.

Na koniec pytanie:  Kim jesteś moja Czytelniczko? Jeśli któraś z Was ma chęć przedstawić się bliżej, napisać, jak się poznałyśmy, gdzie mieszka, jakie ma marzenia - zapraszam. To miejsce jest przede wszystkim Wasze...