czwartek, 28 marca 2013

Wygrałyśmy!!!


Wygrałam?! Naprawdę moja "Lidzia" została Najlepszą Książką na Wiosnę według Internautów?! Aaaaa! To jest, no nie do wiary! Mam wyjść na podium i powiedzieć parę słów? Okej, już idę, idę... Raz, dwa, trzy... Próba mikrofonu...

Kochane (i Kochani, chociaż to raczej Kochane głosowały), bardzo Wam dziękuję za tę - naprawdę niesamowitą i nieprzewidzianą - niespodziankę. (Ucieszyłam się jak głupia, gdy zobaczyłam "Lidzię" jako zwyciężczynię, bo byłam pewna, że przegrała!). Chciałabym podziękować za tę radość i zaszczyt przede wszystkim Wam - głosującym (dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!), ale także Lidce, Bogusi, Adeli i Stasi. No i Oliwierowi, bo on też się chyba do zwycięstwa przyczynił. Dziękuję również mojemu synkowi Patisiowi, że pozwolił mi napisać tę powieść (były chwile, że pisałam ją ze śpiącym dzieckiem na ręku) oraz sobie, że w ogóle dałam radę ją skończyć, bo bywało trudno. Dziękuję też... Czas się skończył? No to dziękuję WSZYSTKIM!!! :)))
A gdzie mój Oscar? To nie ten konkurs... Aha, no to okej, już idę, idę...

Teraz na poważnie: dostałam wczoraj maila z gratulacjami od Wydawcy "Mistrza", za zdobycie przez "Mistrza" nagrody Internautów w swojej kategorii - powieści "z pieprzykiem". Weszłam via telefon na stronę konkursu, będąc pewna, że wygrał jedynie "Mistrz" i co widzę?! No "Lidzia"! "Lidzia" na pierwszym miejscu! Aż się wzruszyłam... Bo nigdy dotąd nic nie wygrałam. Nie wiem, jak tego dokonałyście, ale "Lidkę" wyniosłyście na sam szczyt. A mi sprawiłyście niesamowitą radość. Naprawdę Wam dziękuję.

Wydawca "Mistrza" również jest happy, bo to jego druga książka i od razu nagrodzona, a ja cieszę się jeszcze radością Ewy V. Maćkowiak, która wygrała zestaw książek za głosowanie z uzasadnieniem. Normalnie jak Gwiazdka się ta Wielkanoc zrobiła.

By dodać jeszcze więcej radości ogłaszam szybki konkurs - taki do Lanego Poniedziałku. Nagrodą za najfajniejszą odpowiedź będzie jedna z trzech "Lidek", a pytanie jest krótkie, proste i na temat: DLACZEGO "LIDKA"?! :))) Bo ja też chcę znać uzasadnienie.
Czekam na Wasze odpowiedzi tutaj poniżej, w komentarzach i lecę odpowiedzieć na maile z gratulacjami (jakbym miała jakąś wątpliwość, że wygrałam, to Wasze maile by ją rozwiały).

Czy zauważyłyście, że za oknem zrobiło się jakby wiosenniej?

sobota, 23 marca 2013

Nowy Wydawca, nowe wyzwania, nowe możliwości

Wcale nie szukałam nowego Wydawcy. Naprawdę. Współpracowałam z trzema uznanymi, zacnymi wydawnictwami, byłam z tej współpracy zadowolona, moje Czytelniczki również, bo książki ukazywały się co kwartał (czasem częściej), więc było co czytać. Powieści były ładnie wydawane, okładki mogłam sobie dopieszczać, tematy wybierać, pisać co chcę... Dlaczego więc w sierpniu zeszłego roku, gdy napisał do mnie dyrektor ds. wydawniczych Społecznego Instytutu Wydawniczego Znak, nie podziękowałam za zainteresowanie współpracą, bo przecież mam już swoich Wydawców, tylko... zgodziłam się na spotkanie, po którym już wiedziałam, że będę wydawała w Znaku?
Nie tylko dlatego, że to wydawnictwo z pierwszej dziesiątki (wg. wirtualnegowydawcy), a jeśli oddzielić wydawnictwa szkolne, to z pierwszej trójki. Nasza Księgarnia, Wydawnictwo Literackie, Albatros również mają się czym pochwalić...
 Otóż... dostałam od Zanku propozycję, której osoba ambitna, podejmująca ciekawe wyzwania, również trudne, czy bardzo trudne, po prostu odrzucić nie może. Następne spotkania to była już czysta formalność. Ja chciałam napisać TE książki, Znak chciał je wydawać. Proste i jasne.

Jednak wraz ze zbliżaniem się terminu wydania pierwszej z nich nabierałam coraz większych obaw. Bo przecież z każdym Wydawcą musiałam się najpierw "dotrzeć", wywalczyć okładki, pójść na kompromis w paru sprawach, tu coś dopisać, tam z kolei wyrzucić... Jak będzie się układać współpraca ze Znakiem? To bardzo duże wydawnictwo, ma wielu cenionych, uznanych autorów, jak odnajdę się ja wśród tych sław? Jak będę traktowana? Znacie te obawy, idąc po raz pierwszy do nowej pracy, prawda? Jesteście pełne nadziei, ale serce kołacze mocno... Tak właśnie miałam, pisząc dla Znaku "Bezdomną". Podwójny stres, bo tematyka bardzo trudna i do tego nowy Wydawca. Jak to będzie?

Ano dobrze będzie, bo książka jest już gotowa do druku (przypominam: mamy marzec, niby-wiosnę [z siarczystym mrozem i grubą warstwą śniegu], premiera zaś jest przewidziana na lato). Chyba nigdy żadna z moich powieści tak lekko i płynnie nie przeszła przez redakcję, z żadnym Wydawcą tak błyskawicznie nie zatwierdziłam wszystkich szczegółów: od okładki, po układ stron. Mam nadzieję - odpukać, odpukać - że to nie jedynie "na dobry początek". Że każda następna powieść tak właśnie będzie opracowywana: lekko i gładko (choć treść lekka nie będzie). Mam też nadzieję, że i ja, i Znak wspólnie zrealizujemy to, co nas do siebie przyciągnęło - nowe możliwości, nowe wyzwania. Ja jestem na TAK. Zaczynamy od "Bezdomnej".

Niedługo pojawi się nowa zakładka, w niej zapowiedź konkursu i początek powieści, która z tego co widzę jest przez Was bardzo oczekiwana. Uwaga: może stać się przysłowiowym "kijem w mrowisko", bo nie tylko porusza delikatne tematy, tematy będące absolutnym tabu, ale też nie oszczędza (to znaczy ja w niej nie oszczędzam) pewnych nietykalnych grup społecznych. Znak chce rozpocząć tą powieścią kampanię społeczną. Ja jestem jak najbardziej ZA, pod jednym warunkiem: bym mogła - obok tej kampanii - żyć spokojnie i w zaciszu mojej samotni pisać następne powieści. Książka będzie mówić za mnie. I za Was, matki, żony, Czytelniczki... Już w czerwcu, a może nawet wcześniej (prapremiera na majowych Targach Książki? któż to wie...).

Tak więc oficjalnie ogłaszam, że dołączyłam do zespołu SIW Znak i jestem z tego dumna. Gdy przyjdzie czas na uchylenie następnych rąbków tajemnicy, myślę, że równie interesujących, na pewno się o tym dowiecie z pierwszej ręki - tutaj, ode mnie. A teraz trzymajcie kciuki za "Lidzię", która konkuruje o miano Najlepszej Książki na Wiosnę (ostatnie dni głosowania TUTAJ), choć już widzę, że przegrywamy z "Matyldą" Magdy Witkiewicz (i wcale się tym nie martwię, wprost przeciwnie! Magda, ode mnie pierwszej dostaniesz gratulacje :), a także za "Jabłoniowe Wzgórze", które jakoś nie chce się pisać. Pewnie dlatego, że dołączyły nieprzewidziane wcześniej bohaterki. Ja to z tymi dziewczynami mam...

PS. Powyżej dopracowana przez grafika okładka "Bezdomnej" w odcieniu nostalgicznego granatu, który po prostu mnie urzekł.

PS2. Jedna z Was w prostych, żołnierskich słowach wytłumaczyła mi, czemu powinnam przywrócić dodawanie komentarzy.  Zgadzam się z Tobą, Jolunia i dziękuję. :) Dziękuję również za wszystkie piękne maile, które w ciągu tych paru dni dostałam. Chciałabym powiedzieć, że wróciłam z wiosną, ale sorry, nadal za oknem pół metra śniegu. Dokarmiajcie ptice!

poniedziałek, 18 marca 2013

"Mistrz" w TVN24

I kolejna dobra wiadomość! W najbliższą sobotę w programie Xsięgarnia o godz. 18 w podsumowaniu najlepiej sprzedających się polskich książek wystąpi mój "Mistrz"! No, no, no, no, znaczy to, że zostaliśmy zauważeni. Ja jako polska pisarka (Alleluja! z "zaledwie" czternastoma powieściami na koncie) i mój Mistrzunio sensacyjno-erotyczny, choć bardziej sensacyjny. (Na marginesie: czytają go moi sąsiedzi i panie w Urzędzie Gminy, czytają licealistki i bibliotekarki, chwalą, zachwycają się a ja czuję się nieco... nieswojo, że akurat tą książką, akurat erotykiem zaistniałam w naszym małym urlowskim uniwersum, nie mogła to być Poczekajka, Poziomka, czy Nadzieja? :D).

Ta wiadomość przypomniała mi, że inny dział TVN czeka na scenariusz "Sklepiku z Niespodzianką". Kiedy ja się tym zajmę?! Gdzieś między "Jabłoniowym Wzgórzem" a "Kamilą"? Jakoś tak...

piątek, 15 marca 2013

"Lidka" na 8. miejscu! Drugi etap głosowania. Oraz...

To był dobry dzień. Stwierdzam to o godz. 22:19, dokończę ten wpis i idę spać.
Ten dobry dzień zaczął się (skończył? - mam lekkie zawirowania czasoprzestrzeni, czyli nic nowego) o 5:30 rano, kiedy to przewróciłam ostatnią stronę "Powrotu do Ferrinu" po redakcji, którą musiałam przejrzeć - uwaga po uwadze, poprawka po poprawce - i zaakceptować lub odrzucić. Żeby Was nie zanudzić: w tym tygodniu pracowałam na redakcją "Bezdomnej" i II tomu "Ferrinu". O czym to świadczy? Że obie powieści już prawie, prawie są na półkach księgarń! I Waszych półkach. (Choć jeśli chodzi o Ferrin to uwierzę dopiero gdy zobaczę...).

O 5:30 skończyłam pracę i poszłam spać. Wstałam dwie godziny później, by wyprawić Patisia do dziadków i znów poszłam spać. O 12 wstałam, żeby wysłać tekst do wydawnictwa. To a propos pytań jak wygląda mój dzień powszedni...

Potem - taka lekko kiwna - podróżowałam po okolicach Poziomki, załatwiając sprawy bieżące. Pytanie do moich Czytelniczek: zasypało was? Tu u mnie "jedynie" wieje, ale któż to wie, co czeka nas jutro. Rozumiecie: przecież wiosna miała być.

Wieczorem dostałam coś na poprawę humoru: zdjęcie Lidzi na Top40 Empiku. Kurczę, że ja sama nie mogę wyrwać się do Warszawy i obejrzeć moją najmłodszą na zaszczytnym 8. miejscu! Lidka jak na razie zaszła najwyżej. "Lato w Jagódce" dotarło do miejsca 10. Ciekawe, czy kiedykolwiek "wskoczę" na 1...? Biorąc pod uwagę, że się właśnie rozkręcam (rozumiecie: 14 książek dopiero wydałam, a 19 napisałam ;D)... Zdjęcie Lidki załączam, a Wam dziękuję. Karolinie, która przesłała mi fotkę dziękuję również. (Nota bene: ta szarość dominująca od miesięcy na pierwszych trzech pozycjach nieco mnie irytuje).


Na koniec przypomnienie, że zaczyna się II etap głosowania na Najlepszą Książkę na Wiosnę, w której nominowano "Lidkę" i "Mistrza" (dziękuję Internautom i Jury za obie nominacje!) i - to niesamowite! - obie moje książki prowadzą w swoich kategoriach! TUTAJ należy głosować powtórnie. A tu poniżej baner tej zacnej inicjatywy.


Podsumowując: zdjęcie Lidzi na 8. miejscu - bardzo, bardzo cieszy. Prowadzenie Lidzi i Mistrza w dotychczasowym głosowaniu również. Wiosna coraz bliżej. Czyż ten dzień nie był pozytywny pod każdym względem?
Jak to było u Was?

czwartek, 14 marca 2013

Poziomkowa wewiórka, czyli muszę się jakoś pocieszyć

Kurczę, jeszcze parę dni temu było tu, w Poziomuli, prawie zielono. Właściwie to zawsze trochę zielonego się znajdzie, choćby korony sosen, no i kwiatki na parapetach, ale rozumiecie: trawa zaczęła zielenieć spod śniegu. Ta zeszłoroczna, ale to już coś. W powietrzu jeszcze nie czuło się wiosny - znacie ten cudowny, niepowtarzalny zapach ziemi budzącej się do życia? - ale, noż kurde!, nie była zasypana po kolana śniegiem!
Sikorki zaczęły się kręcić przy budkach, jak zwykle interesując się najbardziej tymi "z widokiem", a ja - kiedy to było? - zdjęłam kurtkę i wyskoczyłam do sklepu w krótkich rękawkach. Przecież pamiętam!
W nawrót zimy po prostu nie uwierzyłam. I teraz mam. Zimny prysznic, tudzież zimne przebudzenie.
Wiem, wiem, że trzeba cierpliwie poczekać, że wiosna, tak jak świt, zawsze kiedyś nadjedzie, trzeba tylko doczekać. Ale ja już tęsknię i bardzo chcę!!
I dlatego wklejam tu moje ulubione zdjęcie wewiórki, która przysnęła na swoim domku w promieniach pierwszego wiosennego słońca. Dodam, że przysnęła tak mocno, iż mało się z daszku nie stoczyła. Kto nie widział tej fotki, niech nacieszy oczy.
Gdy w końcu przyjdzie wytęskniona wiosna, napstrykam więcej zdjęć, by pocieszać się za rok.
Nic na to nie poradzę: nienawidzę zimy.
PS. Tu powyżej są moje własne konwalie. Na nie też nie mogę się doczekać... A tu poniżej kuropatewek, którego wysiedziałam rok temu na kaloryferze i właśnie przed chwilą się wykluł. Gizmo niezapomniany. :)
Ech, wkleję jeszcze zdjątko kuropatek puchatych... Mieściły się na łyżeczce od herbaty. :))


środa, 13 marca 2013

Opowieść Diunam, czyli weekend w Bryzie

O tym, jak spędziłyśmy wygrany przez Natalię weekend opowiada sama zwyciężczyni TUTAJ

Ja od siebie powiem jedno: Natalia, czyli Diunam jest prześliczną kobietą, bardzo subtelną i wrażliwą. Naszą rozmowę, później, po części oficjalnej, zapamiętam na długo. Ma też fajnego męża i urocze dzieci - cieszę się, że mogłam ich poznać i że wszyscy spędzili w Bryzie wspaniałe chwile (fotorelacja to unaocznia). Myślę, że jeszcze kiedyś się spotkamy, bo takie znajomości, czy może nawet przyjaźni, należy pielęgnować jak cenny kwiat...

PS. Natalia, trzymam kciuki za Twoje marzenie. Ty już wiesz jakie.

środa, 6 marca 2013

Zaintrygowana ankietami

Cześć, Czytelniczki i Czytelnicy. Witam Was w ostatni dzień wiosny bo jutro wraca zima (dlaczego akurat w TEN weekend - gdy będę w spa nad morzem - musi być minus pięć i padać śnieg z deszczem, no dlaczego?).

Te z Was (i Ci z Was, sorry, że ciągle zwracam się do Czytelniczek, niejako pomijając Czytelników, ale to z racji zaszufladkowania - rozumiecie "Ta Michalak od babskiej literatury), które mnie znają, wiedzą, że ja ankiety wrzucam na stronę nie po to, żebyście miały w co klikać, a ja żebym sobie podniosła ilość wejść na stronę (tak a propos, czy całkiem niedawno nie świętowałam tu 300 tysięcy? tak pytam, bo całkiem niedługo będziemy świętować 400...). Nie. Ja te ankiety (i pytania do nich) wymyślam w określonym celu, Waszym odpowiedziom się przyglądam i je analizuję. I możecie wierzyć lub nie, ale mam niemal wszystkie ankiety (po ich zamknięciu) od początku istnienia bloga. Traktuję Was poważnie i Wasze głosowania również, bo wiele mi o Was mówią.

niedziela, 3 marca 2013

Spotkanie autorskie w Bryza Resort & SPA oraz pierwsze wieści z frontu...

Po pierwsze zapraszam Was w imieniu swoim i Hotelu Bryza w Juracie na wieczorek przy kominku z "Mistrzem" w roli głównej. Ja będę dodatkiem. Wieczorek odbędzie się w przyszłą sobotę, 9 marca ok. godziny 20. Myślę, że będzie fajnie i kameralnie, a dla tych z Was, które zechcą przyjechać na cały weekend - luksusowo i pysznie, bo kuchnia w Bryzie... dziewczyny i chłopaki, ja Wam mówię... gotują tam wspaniale!
Gdy pisałam w Bryzie książkę najbardziej mnie chyba zachwyciło (oprócz królewskiego apartamentu, który przeniosłam potem do VillaRosy) łoże z baldachimem przy basenie. Byłam, po pływaniu wyciągnęłam się na owym łożu i poczułam... bardzo luksusowo. Zdjęcie załączam, cobyście miały wyobrażenie. Dodam, że ceny pokoi w Bryzie wcale nie są wyższe niż nocleg w zwykłym dość obskurnym hotelu w centrum Warszawy, w którym musiałam spędzić kiedyś dwie noce. Nazwę tego hotelu pominę milczeniem.
Okej, czujcie się zaproszone. TUTAJ zapowiedź. Podobno jest również na facebooku, ale ja nie mam tam konta i facebook mnie do siebie nie wpuszcza.

Co do wieści z placu boju - postanowiłam od raz "wejść" w następną opowieść. Zwykle odreagowywałam, odcinałam się psychicznie od postaci i wydarzeń, ale w tym przypadku, po "Bezdomnej" najlepszą terapią będzie praca nad nową książką. "Jabłoniowym Wzgórzem", którego maleńką zapowiedź dostałyście przy okazji "Wiśniowego Dworku" (nota bene: "Wiśniowy" bardzo się Wam podoba, co mnie rzecz jasna cieszy i... domagacie się ciągu dalszego; cóż, nigdy nie mów nigdy, ale czy w tej książce wszystko nie zostało już opowiedziane, no przyznajcie same, że wątki pozamykałam i z niczym niedopowiedzianym Was nie zostawiłam).

Wracając do następnej opowieści: miałam na nią kilka pomysłów, ale dziś po południu, gdy drzemałam sobie z Patisiem przy boku... przyśniła mi się ciekawa historia i mam chęć, aż paluszki do klawiatury same mi się garną, by ją opisać. I to właśnie zrobię: już dziś otworzę plik "Jabłoniowe Wzgórze" i pozwolę Ance opowiedzieć swoją historię.

PS. "Mistrz" podoba się! Właśnie skończył się pierwszy nakład i jest drukowane wydanie II. Dziękuję, moi kochani!!

PS. Aktualności zaktualizowane. Myślę, że zmiany i uzupełnienia przypadną Wam do gustu. :)


sobota, 2 marca 2013

"Bezdomna", czyli nie wiem, jak tego dokonałam...

Właśnie skończyłam pisać "Bezdomną". Dokładnie dwanaście minut temu postawiłam ostatni wielokropek, kończący powieść. No i dopisałam datę.
Właściwie nie powinnam się dziwić, gdy kończę jakąś książkę, bo co i rusz coś zaczynam, a więc i kończę, ale całkiem niedawno Wam i Wydawcy ogłosiłam, że nie daję rady i odpuszczam tę powieść.

Dwa dni później stało się coś, co dało mi bodziec do dalszej pracy właśnie nad tą powieścią, a nie nad "Kluczem do marzeń" czy "Jabłoniowym Wzgórzem" i choć Wydawca już wyraził zgodę na zmianę planu i wpisał "Kamilę" w miejsce "Bezdomnej" a i Wy się z tym faktem pogodziłyście... Kinga znów zaczęła opowiadać swoją historię i domagać się jej spisania, a ja... ja postanowiłam się temu nie sprzeciwiać. Pokornie dałam się podłączyć do klawiatury i... oto jest.

Niesamowite! Zmagałam się z tą opowieścią od... października?

Tak więc dzisiejszy wpis ozdabiam - jakże pasującą do treści - okładką książki, która ukaże się w czerwcu br. I co Wy na to, moje kochane Czytelniczki?

PS. Trudny... bardzo trudny temat poruszyłam w tej powieści. Trudno... bardzo trudno było o nim pisać...