poniedziałek, 30 czerwca 2014

Porażka goni porażkę...

Kurczę, ja mam ostatnio jakiś kiepski czas...
Miała być kolejna mini-ekranizacja - nie wyszło, bo budżet jest za niski.
Miało być dofinansowanie na ową mini-ekranizację - sponsor się wycofał.
Przetłumaczyłam fragment jednej z moich książek na angielski i rozesłałam do setek wydawców na Wyspach, na Antypodach i po drugiej stronie oceanu - dwa (na owe setki) odpisały, że są zainteresowane - dzisiaj oba (jakby się zmówiły), napisały, że jednak nie.
Już ważyłam 57kg (bo od paru tygodni nie jem) i znów ważę 60 (kurczę, ile można żyć na jednej paczce żelek dziennie, choćby nawet i z sokiem?!).
Na dodatek jestem przemęczona, mam anemię (to przez te żelki), a deszcze połamały mi róże.
Normalnie....
Zakopuję się pod kołdrą i dajcie mi znać, kiedy słońce wyjdzie zza chmur.

Wasza Kejt

PS. Naprawdę marzę o tej ekranizacji.... I znów nic z tego..... Niech mnie ktoś przytuli! ;(

sobota, 28 czerwca 2014

Raz jeszcze o "Bezdomnej"

Pamiętacie niepozorną książeczkę z serii czarnokociej pt. "Bezdomna"? (W ankiecie oceniłyście ją naprawdę wysoko, bodajże otrzymała od Was czwartą lokatę ze wszystkich moich książek). Dostałam niedawno dwa maile, które bardzo mnie poruszyły. Po przeczytaniu ich pomyślałam sobie: "Kasiu, przeżyłaś taką nagonkę na tę książkę, że obiecałaś sobie 'nigdy więcej', ale... piszesz nie po to, żeby zdobywać listy bestsellerów, ale żeby 'uratować choć jedną matkę i jedno dziecko'. I dalej będziesz pisać takie powieści, bo tak trzeba. Po prostu tak trzeba".
Ja przygotowałam się do "Bezdomnej" najlepiej jak można było. Trzy kobiety podzieliły się ze mną swoimi przeżyciami, bym mogła stworzyć postać Kingi. Ale mimo to bałam się, jak "Bezdomną" przyjmiecie i oto dziękuje mi za nią osoba, która na codzień pracuje z bezdomnymi i pani psycholog, która również docenia jej prawdziwość...

Oto pierwszy z tych maili:

I ja wypowiem się o "Bezdomnej". Po prostu muszę to napisać... Sama od prawie roku pracuję z osobami bezdomnymi, więc tematyka tej książki jest mi szalenie bliska. Z ogromną ciekawością, sięgnęłam po tę książkę, nie tylko dla samej powieści i ze względu na autorkę, ale ze względu na temat. Efekt? Dzięki "Bezdomnej", w pewnym sensie inaczej patrzę na "moje" osoby bezdomne, zwłaszcza na kobiety. A ich problem zaczynam postrzegać wielostronnie i na wielu płaszczyznach. Zresztą (wiedziałam o tym od dawna, ale kolejny raz się przekonałam), jak ważna jest POMOC INNYCH LUDZI, wyciągnięcie dłoni do nich i ofiarowanie np. swojego czasu.
Bardzo dziękuję!

A.

Oto drugi:

Pani Katarzyno, przeczytałam " Bezdomną"... Od 20 lat jestem psychologiem, od 14-u pomagam kobietom odnaleźć siebie po zranieniach zadanych przez tzw najbliższych. Uzależnieni rodzice, okrutni małżonkowie, bezwzględne babcie, synowie, siostry, kuzyni... Nie ma reguły, nie można przewidzieć, kto pierwszy uruchomi zapadnię , kto zbagatelizuje  grymas  cierpienia kruchej psychiki ukochanej "bliskiej" osoby...  Historia Kingi, która nie udźwignęła  swoich  emocji, a galopujący lęk nie pozwolił jej "normalnie" żyć, wzrusza i przeraża, bo jest bardzo prawdziwa. Szkoda... W swojej pracy nie mogę się uwolnić od zadziwienia : jak często niewiele trzeba, by nie doszło do kolejnej tragedii, by nie przybywało pacjentów w szpitalach psychiatrycznych i gabinetach terapeutycznych. Uważność, empatia, kontakt, to ciągle bezcenne czynniki w "ratowaniu" drugiego człowieka. Być może los Kingi potoczyłby się inaczej ?  Być może odrobina zaciekawienia i empatii "bliskich" zatrzymałyby karuzelę psychozy ? Dziękuję Pani za tę powieść... 
M.

I już wiem, że warto było spłakać się, pisząc tę powieść i przez ładnych parę tygodni ją potem odchorowywać. I, czy chcę, czy nie chcę przeżywać to raz jeszcze, już rozmyślam nad następną książką z czarnokociej serii, chyba jeszcze bardziej dramatyczną, niż "Bezdomna". Nie wiem, jak ja to zniosę i jak zniesiecie to Wy, moje Czytelniczki...

A drogiej A. i M. serdecznie dziękuję za te dwa maile.

czwartek, 26 czerwca 2014

"Hy vong", "Waitee", "Zacisze Gosi" z autografem, czyli parę tin tức

Magda Witkiewicz, nasza wspaniała ambasadorka polskiej literatury obyczajowej, przywiozła mi z Wietnamu "Hy vong", którą Wam niniejszym prezentuję (a Magdzie serdecznie dziękuję, bo chyba bym się na egzemplarz autorski nie doczekała). Ku memu zdziwieniu dodam, że Wydawnictwo, które moją "Nadzieję" zaprezentowało Czytelnikom wietnamskim, wydało również: M. Kruger, H. Sienkiewicza, A. Szklarskiego, T. Różewicza, S. Mrożka, D. Terakowską, J. Pilcha, T. Jastruna, B. Prusa i na koniec K. Grocholę. A nie, na koniec mnie. W zacnym znalazłam się gronie, prawda?

Tutaj macie fragment powieści, z kórej zrozumiałam tylko Kraków. Trung Tam to znaczy Centrum. :)) Nic to, jestem autorką międzynarodową i mam z tego dużo radości. Lada chwila powinien ukazać się "God w Romaszkie" i wtedy dopiero zrobi się ciekawie, bo z wietnamskiego znam tylko jedno słowo (Hy Vong), no, teraz już dwa (Trung Tam), ale rosyjski znam i będę czytać Romaszkę, a jakże.


A teraz parę tin tức (czyli wiadomości):

TUTAJ jest coś wyjątkowego dla pragnących zdobyć mój autograf (a, przyznaję, nie jest to łatwe, bo przecież nigdzie nie bywam...): "Zacisze Gosi" w bardzo ograniczonej ilości egzemplarzy na stronie Znaku, właśnie z autografem. Dziewczyny, rzadko zdarza się taka okazja, więc kupujcie, dopóki są.



Informuję Was również z radością, że w przedsprzedaży można już kupować nowe, śliczne, żółciutkie jak kurczaczek (albo jak chatka Patrycji) wydanie "Waitee", czyli "Poczekajki". Książkę jeszcze raz redagowałam i dopieszczałam. Mam nadzieję, że zdobędzie serca nowych Czytelniczek. Można ją już zamawiać na empik,.com a także w Merlinie



Na koniec pokażę Wam jeszcze zwyciężczynię plebiscytu na okładkę Kawiarenki. Wydawca (który kibicował fioletowej) podliczył skrupulatnie Wasze głosy i dał mi do zrozumienia, że vox populi etc... Tak więc musiałam zrezygnować z okładki różowej (która z kolei mi bardzo przypadła do gustu), za to stanowczo zażądałam zmiany czcionki imienia i nazwiska i mi też fioletowa się spodobała. Kawiarenka pod Różą będzie więc odziana w taką oto sukieneczkę. Widzicie, jak liczymy się z Waszym zdaniem?


Poniosłam za to połowiczną porażkę, jeśli chodzi o okładkę "Dla Ciebie wszystko" będzie różowa, ale błękitną zachowam na następną okazję, czyli kolejny tom serii owocowej (którą muszę chyba przemianować, bo owocową być przestała na wysokości "Wiśniowego Dworku") pod wielce znaczącym tytułem "Nie oddam dzieci!". Będzie to historia, którą na pewno opłaczę i odchoruję, bo wyrwę ją z serca i duszy. Spodziewajcie się jej w lutym-marcu 2015.

Na koniec przypomnę plan na najbliższe miesiące:

10 lipca "Poczekajka"
sierpień "Dla Ciebie wszystko"
wrzesień "Kawiarenka pod Różą"
październik "Wojna o Ferrin"
i listopad "Przystań Julii".

Jak Wam się podobają dzisiejsze tin tức?

środa, 25 czerwca 2014

Czego nie wiecie o... moich facetach

Właściwie niczego nie wiecie. :)

Miałam to szczęście w życiu, że ja - raczej samotniczka, która nigdy nie bywała na salonach, tudzież w klubach, czy innych imprezach - poznawałam niesamowitych mężczyzn i fantastyczne kobiety. Powtarzam: dziwne to trochę, bo wolę zaszyć się w czterech ścianach domu (a teraz i ogrodu), niż się integrować ze światem zewnętrznym, ale widać świat zewnętrzny musi integrować się ze mną.

Przez parę lat (wyjętych z życiorysu, bo nie cierpiałam tej pracy) byłam zarządczynią nieruchomości (mam na koncie nie tylko studia weterynaryjne, ale i podyplomowe - zarządzanie na SGH kończyłam) i w imieniu dużej międzynarodowej korporacji byłam ich country managerem, czyli całkiem swobodnie i bez szefów stojących nad głową opiekowałam się wielkimi, nowoczesnymi biurowcami tudzież apartamentowcami wprost z "życia na bogato".

Ale miało być o facetach.

Gdy, moje drogie, piszę: "Mężczyzna był nie tyle przystojny, co po prostu piękny", to właśnie to mam na myśli. Zupełnie niezwiązana ze światem hollywoodu i modelingu poznałam w moim krótkim acz ciekawym życiu kilku facetów, których uroda zapierała dech w piersiach. Wyobraźcie sobie wysokiego, szczupłego blondyna, o męskich rysach twarzy, pięknie opalonym i wyrzeźbionym na siłowni - ale bez przegięcia - ciele i oczach tak intensywnie niebieskich, że nie można było oderwać od nich spojrzenia. Był piękny. Przy tym diabelnie inteligentny i bogaty. I co najmniej raz w miesiącu ja nieszczęsna, wtedy już ładnych parę lat po rozwodzie, a więc wolna i nieco samotna, musiałam z godzinę przebywać w towarzystwie tego wspaniałego przedstawiciela płci przeciwnej i całą siłą woli powstrzymywać się od gapienia w te jego piękne, niebieskie oczy. Dodam, że zwykle ubierał się z niedbałą elegancją i nosił niebieskie koszule idealnie dobrane do koloru tęczówek. Ech, dziewczęta... co ja Wam będę dalej opowiadać. Gdy piszę o moim bohaterze "był po prostu piękny", wyobrażam sobie Jego.

Dla odmiany podczas pracy nad trailerem Gry o Ferrin spotkałam... Sellinarisa. Te z Was, które uwielbiają tę sagę tak jak ja, wiedzą, co to znaczy. Wielu przystojnych mężczyzn wtedy spotkałam, nawet minicasting reżyser mi zorganizował, ale gdy stanął w drzwiach wysoki brunet, znów o wspaniałym, śniadym, pięknie umięśnionym ciele i oczach tak ciemnych, że niemal czarnych w oprawie długich czarnych rzęs... wymiękłam. Był Sellinarisem z krwi i kości oraz moich snów. Nie zagrał w trailerze, czego bardzo żałuję, bo też mogłybyście nacieszyć oczy pięknym mężczyzną, ale... co ja sobie pooglądałam, to moje. Szkoda, że chociaż podotykać nie mogłam, bo łączyły nas stosunki li tylko zawodowe...

Nie tylko jednak piękni mężczyźni pojawiali się w moim życiu.

Jest coś, czym facet, każdy, bez względu na urodę, potrafi mnie uwieść. To... głos. Kurde, gdy słyszę niski, głęboki, męski baryton... którym ktoś w jakichś celach zwraca się właśnie do mnie... A gdy ten ktoś jeszcze próbuje mnie oczarować i używa  t e g o  głosu... Rozumiecie, o co mi chodzi... Hmm... dobrze, że moja samodyscyplina jest na poziomie kosmicznym, bo mogłabym się zapomnieć i zakochać w samym głosie. Drugie, co absolutnie mnie rozbraja i "jestem twoja" to inteligencja połączona z poczuciem humoru. Dzięki tym dwóm cechom zakochałam się w pewnym niezwykłym mężczyźnie - i jest to jedna z Miłości Mojego Życia - którego nie widziałam na oczy (ach ten internet), ale uwiódł mnie po prostu obłędnym poczuciem humoru i niesamowitą inteligencją. Gdy się w końcu spotkaliśmy (i okazał się do tego bardzo przystojny, rozumiecie, uroda, inteligencja, silny charakter i poczucie humoru, do tego odpowiedzialność i zwykłe ludzkie dobro), cóż... przepadłam. Uwielbiałam z tym facetem rozmawiać. Nasze spotkania to były rozmowy do rana, podczas których zaśmiewałam się do łez. Ale gdy trzeba było, potrafił być również bardzo poważny. Nie wiem jakim cudem - nie przez niewierność, bo między nami jeszcze nic nie zaszło, a przez zwykłą głupotę (ja czasem też popełniam błędy nie do wybaczenia) - ale udało mi się stracić tego faceta, tę moją Wielką Miłość, czego żałuję do dziś...

Wspomnę jeszcze o dwóch mężczyznach, których zwykle opisuję "był to prawdziwie dobry człowiek". Tak, takich też spotkałam. Prawdziwie dobrzy ludzie, którzy żyją tak, by codziennie móc swojemu odbiciu w lustrze bez wstydu spojrzeć w oczy to perły, światełka w tunelu, które w naszym podłym, dzikim świecie rozpala życie, byśmy nie zwariowały, czy nie zwątpiły do końca. Takim człowiekiem była moja Pierwsza Wielka Miłość - i przyjaźnimy się do dziś. Takim był jeden z moich przełożonych - i również do dziś mogę się poszczycić jego przyjaźnią. Bezcenna rzecz - przyjaźń z kimś, kogo szanujesz i podziwiasz...

Tak więc, kochane Czytelniczki, bohaterowie moich książek nie są zupełną fikcją literacką. Oni istnieją naprawdę, spotkałam ich i teraz sobie opisuję. I platonicznie te ich wspomnienia podziwiam i kocham. A Wam wklejam zdjęcie Sellinarisa-Banderasa, cobyście również mogły sobie popodziwiać, oraz link do pewnej piosenki, byście mogły zakochać się w głosie: Jej nie ma tu

Endżoj!

PS. Co ja robię o 5:21 nad ranem zamiast spać? Ano wspominam pięknych, mądrych i dobrych facetów... Genialnie, droga Kasiu, genialnie...


sobota, 21 czerwca 2014

A za trzy tygodnie...........

Okej, moje kochane, pomysł na rozwiązanie kwestii nieodbieranych nagród mam. Konkursy się pojawią, o ile ten pomysł się Wam spodoba, ale o tym kiedy indziej. O facetach też na razie nie przeczytacie, bo jestem tak zapisana ("zapisana" fajnie brzmi, w przenośni i dosłownie), że mogę tylko krótko i na temat, a o facetach nie da się krótko, więc dzisiaj nie lada gratka dla miłośniczek "Poczekajki", zwłaszcza tych przyszłych, co czekają na wznowienie: oto prezentuję okładki całej serii słoneczniej. Data premiery pierwszego tomu: 10 lipca.

I jak Wam się seria słoneczna w nowych sukienusiach podoba?



środa, 18 czerwca 2014

Witaj na świecie, "Serce Ferrinu" oraz kilka wiadomości, z których jedna Was ucieszy, a druga zmartwi...


Dziś premiera najbardziej oczekiwana przez miłośników Kronik Ferrinu (i przeze mnie): "Serce Ferrinu". Długo, bardzo długo czekałam na tę książkę, ale warto było - jest wydana przepięknie. Czekam moi drodzy na Wasze wrażenia z lektury i zapewniam, że będzie się działo.

Jedną z wiadomości, która ucieszy większość z Was jest taka, że Wydawca (powołując się właśnie na Wasze opinie, ja byłam za różową!) wyda "Kawiarenkę pod Różą" w fioletowej sukience. No, fioletowej z dodatkami - wiecie o co mi chodzi. Nie mam nic przeciwko niej, ale... różowa naprawdę bardzo pasowała do treści. Czasem jednak autor musi ulec voxowi populi oraz Wydawcy... Teraz muszę jedynie do okładki dopisać treść i we wrześniu macie drugą książkę z serii kulinarnej. Tym razem do opowiadań o pewnej Amelii i miasteczku Zabajce (wiele z Was pytało, co z Zabajką - oto właśnie będzie jej... przedsmak) zostaną dodane przepisy na słodkości. Jak Kawiarenka, to Kawiarenka.

Wiadomość, która z kolei zmartwi większość z Was jest taka, że drugi Wydawca jednak pragnie "Dla Ciebie wszystko" w wersji różowej lub zielonej. Błękitna (ta z chłopczykiem) stanowczo nie. Ale walczę. Tym razem również w Waszym imieniu, bo razem stanowczo stawiałyśmy na błękitną, no nie? Bardzo proszę o wsparcie w mojej samotnej walce i napisanie maila do Wydawnictwa Literackiego, że domagacie się błękitów!

Ostatnia wiadomość, która ucieszy WSZYSTKICH jest taka, że następny wpis nosić będzie tytuł "Czego nie wiecie o... moich facetach". Czy rozbudziłam Waszą ciekawość? ;))

piątek, 13 czerwca 2014

A po powrocie... kilka wspaniałych niespodzianek!

Jestem znów z Wami, trochę opalona, trochę wypoczęta, ale najbardziej szczęśliwa, bo nie dość, że na moim krótkim wypadzie było fajnie, to po powrocie czekało mnie kilka niespodzianek, którymi się z Wami zaraz podzielę.

Po pierwsze: jesteście niesamowite (co już wiecie, bo powtarzam to często i z coraz większym przekonaniem), tym razem w kwestii okładek. W przypadku "Dla Ciebie wszystko" Wydawca wziął Wasze zdanie pod uwagę i okładka będzie błękitna, nieco tylko przeze mnie i moją kochaną Graficzkę dopieszczona. Natomiast jeśli chodzi o kawiarenkę... ilość Waszych wypowiedzi mnie normalnie oszałamia, ale... nie pomagacie tym razem, nie pomagacie... :))) Głosy rozkładają się mniej więcej po równo i z Wydawcą chyba monetą musimy rzucić. Albo wymyślić trzecią okładkę, która zakasuje tamte dwie. Dziękuję za Wasze opinie! Jesteście kochane!

Po drugie: z przemiłym listem od Wydawcy przyszła dziś moja "najmłodsza", bardzo wyczekiwane "Serce Ferrinu". Żadne zdjęcie nie oddaje urody i staranności z jaką została wydana ta książka, a za co jestem Wydawnictwu Literackiemu niezmiennie wdzięczna, ale jedno umieszczę. Bardzo jestem ciekawa, jak miłośnikom Ferrinu spodoba się nowa bohaterka i treść trzeciego tomu. Dodam jeszcze, że na fanpage'u z tej okazji odbędzie się mała "rozdawajka" - zaglądajcie tam!


Po trzecie: pięknie wydane opowiadanie w "Poradniku Domowym"! Właśnie sobie to czasopismo przeglądam (opowiadania nie czytam, ale jestem ciekawa, czy Wy czytałyście i jak się podobało?) i cieszę się, że właśnie w nim ukazała się malutka część mojej twórczości. Poradnik jest naprawdę fajną gazetą, a ja dostałam jeszcze taką z książeczką z przepisami na pierogi! Uwielbiam pierogi!!

Po czwarte: kwitną moje róże!!! I to jak pięknie!!! Nie było mnie kilka dni, ale one, dzielne moje kwiatki, cały radę i oto mam znów swój pachnący, przepiękny, różany ogródek. Pochwalę się trzema, których zdjęcia najładniej wyszły (takie np. Aquarell w naturze są ładniejsze, ale jakoś mało fotogeniczne), czyli moją najukochańszą Lady Emmą Hamilton, historyczną, przepięknie pachnącą, z uroczymi "omszałymi" pączkami Cristatą i subtelną Candlelight, która rzeczywiście wygląda jak płomień świecy. Jeżeli ktoś chce o moich różach poczytać, proszę bardzo: "Ogród Kamili".




A tak w ogóle to jestem szczęśliwa, że wróciłam do domu. Kocham to miejsce (w którym już można zajadać się poziomkami), ot co.

czwartek, 12 czerwca 2014

Która okładka? Tym razem do Kawiarenki...

Różowa (ta po lewej), czy fioletowa (po prawej)?
Żeby było Wam łatwiej, załączam opis Wydawcy...

 
Amelia wiedziała tylko, że ta maleńka cukierenka jest jej przeznaczeniem.
Miała nadzieję, że wśród róż, czekolady i babeczek z karmelem odnajdzie wreszcie ukojenie.
Oprócz tego nie wiedziała nic.

 Pewnego słonecznego dnia na progu uroczej, starej kamieniczki w miasteczku o nazwie Zabajka stanęła dziewczyna. Otworzyła szeroko drzwi i uśmiechnęła się do świata. Jaśmin pachniał oszałamiająco a drzewa zieleniły się intensywnie obmyte porannym deszczem. Dziewczyna omiotła spojrzeniem senne miasteczko Tak, tu będzie mi dobrze - pomyślała. - Tu zostanę. 

Tajemnicza postać o pięknych i czarnych jak węgiel oczach, która pewnego dnia zjawiła się w Zabajce, zburzyła spokój mieszkańców miasteczka. Jej niekonwencjonalne zachowanie spędzało sen z powiek wielu szanownych dam. Ale Amelia nic sobie z tego nie robiła. Nie miała nic do stracenia. Przecież nie wiedziała nawet kim jest, a bez pamięci nie miała nic. Tylko tę uroczą cukierenkę i tajemniczy list, który kurczowo ściskała w drobnych dłoniach... 

Piękna historia osadzona w małym miasteczku, wśród sosnowych lasów, w uroczej cukierence. Opowieść o pamięci, która czyni nas tym, kim jesteśmy. I o tym, kim możemy się stać, jeśli tylko chcemy. Okraszona przepisami na wszelkiego rodzaju słodkości: babeczki, ciasta, torty, krówki, pralinki, ptasie mleczka i domowe kokosanki.

środa, 11 czerwca 2014

Katarzyna Michalak- Nadzieja [Natalia Siemko]

Chcecie wiedzieć, jak Czytelniczka widzi
"Nadzieję"? Obejrzyjcie film. Natalia obiecała następne części, na które
czekamy! W imieniu Kasi Michalak, która nadal odpoczywa, serdecznie
dziękujemy i prosimy o jeszcze (piękna muzyka!!)

piątek, 6 czerwca 2014

Rozstaniemy się na czas jakiś... ale przedtem kilka ważnych wiadomości

Jak przyznałam się bez bicia w wywiadzie słodko-gorzkim jestem pracoholiczką... nie, może inaczej: lubię pracować, kocham pisarstwo, odpoczywam też właściwie pracując i... chyba nieco przeholowałam. Wymienię tylko niektóre czynności codzienne: odpowiedź na kilkadziesiąt ważnych maili, redakcja którejś książki, okładki do kilku następnych, że o pisaniu obecnej i poszukiwaniu do niej materiałów i informacji nie wspomnę. Z życia mamy: szukanie szkoły dla dziecka i składanie dokumentów, wyrabianie dokumentów dla drugiego dziecka, parę spraw urzędowych (ZUS uznał, że wprawdzie płacę składki, ale nie jestem ubezpieczona). Z życia pani na Poziomce: koszenie trawy, bo trzeba, pielenie róż i walka z mszycami, bo trzeba etc...etc...etc...
W pewnym momencie stwierdziłam, że nie daję rady.
Dziwne, Kasiu, przecież ty zawsze dajesz radę ze wszystkim!
Ano niekoniecznie i nie wtedy, kiedy sypiam po 4-5 godzin (z przerwą na "mljeko, bo Patik jeszcze w nocy pije mleko) i nie wtedy, kiedy po prostu nie odpoczywam w żaden sposób. I jestem chronicznie zmęczona. Od lekarza usłyszałam, że muszę się podleczyć, albo nie będzie miał Wam kto pisać książek. Moich książek, bo przecież są setki innych pisarzy w razie czego.
Znikam więc na czas... (nie wiem jak długi, mam nadzieję, że szybko mnie postawią na nogi)... powiedzmy, że nieokreślony, ale wrócę.
Pełna sił i nowych pomysłów.

Na wszelki wypadek, gdybym tak szybko nie wróciła przypominam Wam, że:

Po pierwsze:


TUTAJ jest dogrywka głosowania na najlepszą książkę na lato. Mam nadzieję, że Wy, moje wierne, kochane Czytelniczki, głosujecie na "Zacisze Gosi"

Po drugie:


Już za dwanaście dni, 18 czerwca, premiera "Serca Ferrinu", o którym pisałam TUTAJ
Bardzo, naprawdę bardzo się cieszę i bardzo czekam. Mam nadzieję, że będę już z powrotem i razem powitamy moją najmłodszą. Można kupić ją w przedsprzedaży w Matrasie i na empik.com
Na wszelki jednak wypadek przygotuję wiadomość, która wyświetli się w dniu premiery...

Po trzecie:


10 czerwca w Poradniku Domowym ukaże się moje opowiadanie oparte na losach bohaterek serii kwiatowej. Myślę, że spodoba się zwłaszcza tym z Was, które polubiły Jankę (ja polubiłam i doprawdy nie wiem, czemu eksmitowałam ją z uliczki Leśnych Dzwonków), ale spotkacie też Kamilę, Gosię, Julię i kilku nowych bohaterów. Bardzo jestem ciekawa Waszych wrażeń po przeczytaniu tego opowiadania. Najfajniejsze jest to, że ten miesięcznik kosztuje nieco ponad 2zł, a jest naprawdę ciekawy! Niesamowicie mnie też cieszy, że opowiadanie to przeczyta około 400 000 (czterysta tysięcy!!) Czytelniczek.

O wszystkim na bieżąco będzie Was informowała Ania, adminka fanpage'a. Zaglądajcie tam więc. https://www.facebook.com/fanpagekatarzynamichalak?ref=hl


To już chyba wszystko. Chyba rzeczywiście przeszarżowałam, bo jestem bardzo, bardzo zmęczona...
Do przeczytania, moje drogie, za jakiś czas...

czwartek, 5 czerwca 2014

Dla Ciebie wszystko...

Oto tytuł sierpniowej książki z serii owocowej, która miała być kontynuacją "W imię miłości", ale tak jakoś samoistnie w losy Ani z Jabłoniowego Wzgórza wplotły się losy bohaterów "Wiśniowego Dworku", więc wszyscy będą zadowoleni. Ja też, bo bardzo dobrze mi się pisze tę powieść. A teraz pytanie dla Was, wiedząc tyle co wiecie i jeszcze może to, że w "Dla Ciebie wszystko" jest po części opowieścią o małym, porzuconym chłopczyku:

którą okładkę byście wybrały? Mi podoba się (...), Wydawcy (...), a Wam?

Różowa, czy błękitna? A może... zielona? Czas, by wypowiedziały się najbardziej zainteresowane, czyli Czytelniczki. :)


środa, 4 czerwca 2014

Trochę zapomniane, trochę niedoceniane...

Powiem Wam, że pierwszą z prezentowanych niżej książek wspominam jako tę, co napisała się sama. Po prostu nie wiem i kiedy ją napisałam, tak mi się miło w świecie Gabrysi Szczęśliwej przebywało. I jako jedną z nielicznych przeczytałam po raz drugi (bo ja pozasłużbowo nie czytam moich książek) i... zaśmiewałam się jak norka, przy niektórych dialogach. Z "Latem w Jagódce", bo to o niej mowa jest związana pewna anegdota. Mój wujek siedzi w pracy, a obok kumpel - facet po pięćdziesiątce czyta książkę i co chwila zarykuje się śmiechem. Wreszcie wujek pyta: "Co ty czytasz, że takie śmieszne?" Na to tamten: "A wiesz, taką powieść dla kobiet, ale niesamowicie śmieszną, "Lato w Jagódce" jakiejś Michalak. Na to wujek: Eeeee.... to moja siostrzenica. Tak więc polecam "Lato w Jagódce" Waszej pamięci, bo jakoś umyka we wszystkich głosowaniach i zestawieniach, a... to urocza książka.


Drugą, również nieco niedocenianą i też trochę przemilczaną jest "Wiśniowy Dworek", który pisałam niedaleko tytułowego dworku, co było po prostu magiczne. To pierwsza książka, w której zły charakter stoi po stronie dobra. Jest to również jedna z nielicznych książek, którą autorka przeczytała dla radości zanurzenia się z powrotem w tamtym świecie. Poza tym główny bohater tak niesamowicie mnie (autorkę, rozumiecie) zauroczył, że właśnie piszę jego dalsze losy...


A Wy co o tych dwóch tytułach sądzicie? Nie dajmy im odejść w zapomnienie!

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Kto czeka na...


?
Ja! Ja czekam bardzo! Tym bardziej, że to ostatni tom, który dzieli mnie, czyli nas, od mojej ulubionej IV części, "Wojny o Ferrin".
Czekam także dlatego, że "Serce" nigdy nie zostało wydane nawet w formie kolekcjonerskiej, będzie to więc jego prawdziwy debiut. I debiut innej bohaterki Kronik, której jeszcze nie znacie, Gabrieli dell'Soll.

Powiem Wam, że pisanie Kronik wciągało mnie z tomu na tom (tak jak Was, mam nadzieję, wciąga ich czytanie). Zakończyłam Grę i... poczułam pustkę. Zaczęłam więc "Powrót" i... jakoś tak sam się napisał, a ja po ostatnim jego zdaniu poczułam jeszcze większą pustkę. Ale ileż razy można powracać w to samo - choć nigdy właściwie w takie samo - miejsce?

Postanowiłam więc eksperymentalnie wysłać tam kogo innego, niż moją biedną, zmasakrowaną na ciele i duchu bohaterkę. I tak do świata ze swoich własnych marzeń i wyobrażeń trafia córka Anaeli. Ale ona jest już przez matkę, wydawałoby się, należycie przygotowana, co ją po drugiej stronie zielonego portalu czeka.

Nic bardziej błędnego.

Gabriela jest zupełnie nieświadoma tego, jak wyśniony, wymarzony Ferrin potrafi być brutalny i jak brutalny potrafi być... Sellinaris, gdy zamiast swojego dopełnienia otrzyma... no właśnie... kogo?

"Serce Ferrinu" przyniesie odpowiedzi na wszystkie pytania. I będzie wspaniałym preludium do następnego tomu, w którym to Anaela, wreszcie świadoma swojej siły i swoich możliwości, chwyci przyjaciół za ramiona, wrogów za gardło i mocno nimi potrząśnie. Chyba muszę poćwiczyć takie potrząsanie. W najbliższym czasie może mi się przydać.

Więc jak w temacie: kto z Was czeka na "Serce Ferrinu", które właśnie poszło do druku, a można je już kupić w przedsprzedaży choćby w Empiku ?

Tu poniżej macie mały przedsmak tego, co Was czeka....

niedziela, 1 czerwca 2014

Najważniejszy jest uśmiech dziecka...

Dziewczyny, właśnie otwieram nową zakładkę, która będzie przypięta tam na górze i gdzie będziecie mogły się dopisywać i komentować wpisy. Stwierdziłam, że czasem potrzeba mi więcej radości, niż zwykle i ten niedobór uzupełniam na parę sposobów:
1. oglądając komedie, niekoniecznie romantyczne
2. oglądając śmieszne filmiki, fragmenty kabaretów, czy fajne demotywatory
3. poważnie rozmawiając z moim trzyletnim synkiem.

Dziś, z okazji Dnia Dziecka przytoczę Wam trzy sytuacje, przy których uśmiałam się do łez i Was proszę: dzielcie się z nami podobnymi. Nic tak dorosłego człowieka nie rozbawia, jak mądry mały człowiek.
Ale najpierw bardzo mądre zdanie, które wryło mi się w pamięć na całe życie: "Nie znam rodziców, którzy patrząc swojemu nowo narodzonemu dziecku w oczy, zastanawialiby się, jak bachorowi zatruć życie" - Russel Bishop "Czas działania". A teraz już garść uśmiechu:

Siedzimy sobie w ogrodzie, nocą, patrząc na gwiazdy (często tak siaduję z moimi synami, bo uwielbiamy to). I jak zwykle wykorzystuję to, by czegoś ich nauczyć.
- Patrzcie - mówię - tam jest planeta Mars...
Patrzą.
Patik (młodszy synek):
- A tam leci smutnik!
- Tak, synku, tam leci sputnik. A co krąży dookoła Ziemi?
Patik bez wahania:
- Myszołów!

Druga sytuacja, czyli wieczorna gadka dydaktyczna, tym razem o wychowaniu.
- Synku, mama jest po to, żeby wychować cię na...?
- Złomowisko!

I trzecia, gadka o obowiązkach.
- Patiniu, każdy ma jakieś obowiązki. Andrzej ma się dobrze uczyć, ty masz być grzeczny i chodzić do przedszkola.
Patik:
- A babcia?
- No właśnie, jakie obowiązki ma babcia?
Patik:
- Tańczyć!

Wasza kolej... :)))
Poproszę o urocze, śmieszne wpisiki...